Przejdź do zawartości

Ta druga/6

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Sidonie-Gabrielle Colette
Tytuł Ta druga
Wydawca Wydawnictwo „Globus“
Data wyd. 1930
Druk Drukarnia „Sztuka“
Miejsce wyd. Lwów
Tłumacz Kazimierz Bukowski
Tytuł orygin. La seconde
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

Spała mało, nie poruszała się wcale. Świt ukazał jej Farou‘a, spoczywającego w największem z dwóch łóżek. Zmęczona, badała go szczegółowo i nie myślała już o nim, ani o sobie samej. Zauważyła, że miał istotnie szeroki nos, a zatem jedno oko odsunięte od drugiego. „Mówią, że to oznaka pamięci“. Jeden świeży powiew wystarczył, aby ją przejąć dreszczem i już wyciągnęła z pod kołdry piękną nogę, zamierzając pójść i schronić się w drugiem łóżku, około wielkiego ciała, nieruchomego, nieczułego i gorącego. Powstrzymała swój odruchowy rozpęd, cofnęła nogę i położyła się z powrotem.
„Jestem śmieszna. Pomyślałby kto naprawdę, że Farou zdradza mnie po raz pierwszy. Ile on miał już kochanek, od czasu gdy mnie poznał! Ile on ich już miał!“
Wyliczała je cicho i była obojętna, niemal ubawiona wymienianiem ich. Niewyraźny odgłos kroków na podłodze, stłumiony kaszel kobiecy ostrzegły ją, że ktoś czuwa lub obudził się o świcie.
„To ona. Jestem pewna, że to ona. I ona nie śpi. Czeka na dzień, czeka... Jest to dziewczyna, która powinna zresztą czekać cudownie, mimo swoich lekkich wybuchów. Na co ona czeka? Jesteśmy mimo to dziewczyną rozsądną. Wiemy doskonale, że Farou...
Ale uległa w tej samej chwili spokojnemu wstrząsowi, który przestawił krótki okres czasu i pozwolił jej przeżyć sierpniowe popołudnie, wypoczynek z ciężkiem trawieniem, sen pełen burzy i oczekiwań, wśród którego Jane płakała skrycie. Po śnie rzeczywistość, podobna do snu, ukazała jej Jane stojącą i płaczącą, ukrywającą łzę. Jedna łza, jedna jedyna, chwycona i zgaszona palcami jak żar... Wśród tylu łez gniewu lub rozkoszy, jedyna łza, której ciężaru perły pragnęłaby Fanny nie znać przez całe życie, jedyna łza, która mogła stworzyć Fanny zupełnie nową, odmłodzoną, żywą, pośród jasnej i swobodnej atmosfery nieszczęścia.
Wstała powoli, zwinna i pełna przezorności, jak gdyby się poruszała wśród ciemności. Śpiący Farou westchnął, obrócił się, uformowawszy na sobie całą kołdrę jak wielki fałd fali. Złośliwość publiczna i niedbałaść samego Farou‘a zmuszała dwadzieścia razy Fanny, aby sobie wyobrazić to ciało mężczyzny, walczące dla przyjemności, poskramiające delikatne ciało kobiece... Niejeden fałd jej pamięci ukrywał wspomnienia gorzkich łez, nocy bezsennych, listów zabranych a potem zwróconych tajemnie Farou‘owi. Imiona, nieznane pisma, dające się zmazać, rysunki... Ciszy następowały szybko, mogła je obliczyć i robiła przyjemną minę, czekając na nie.
„Nie znam niczego bardziej godnego podziwu nad dumną pobłażliwość Fanny Farou dla swego wstrętnego męża!“ wykrzykiwała Klara Cellerier piskliwym młodym głosem starej damy.
„Nie jest wcale trudno być dumną a nawet pobłażliwą, skoro rządzi się samemu czemś, nawet zdradą... Od kiedy to nie jestem już sama, aby cierpieć w moim domu z powodu Farou‘a?“
Zebrała jednym ruchem ramiona sznur czarnych włosów, które wydawały się jej natrętne:
„Och! te włosy! trzy cięcia nożyczek...“
Zazdrościła krótkim włosom, jak srebro, miód, żyto, które wiatr rozwiewał na czole Jane.
„Ho, ta blondyna musi się tam nudzić na górze! Płacze tak łatwo. Muszę ją krępować...“
Uczuła, że się rumieni, przytknęła zaciśniętą pięść do zębów i rzuciła wściekłe spojrzenie na śpiącego mężczyznę, któremu nie zakłucał snu szary poranek, zwolna nasiąkający różowem światłem. Leżąc na grzbiecie, odchylił okrągło usta, a cała jego twarz wyrażała poważną naiwność. Pogardliwa wesołość ogarnęła Fanny:
„Moźnaby przysiąc, że zacznie śpiewać!“
Badała szczegółowo szeroki nos Farou‘a, płaską przestrzeń, zmarszczoną pionowym fałdem, rozdzielającym brwi, proste i krótkie rzęsy. Dół twarzy zaczynał się starzeć, obwisły, ale lica, wzmocnione zagadkowem szczęściem, szyja okrągła jak drzewo, splątane gniazdo włosów, pogodna pospolitość, przypominały mitologję i fauna. Fanny odwróciła się od otwartych ust:
„Czuć go menażerją, na czczo, jak wszystkich...“
Szeroka ręka Farou‘a, z odwróconą dłonią, wyciągnęła się przy końcu ramienia o wiciowatych żyłach, otwarła się ku Fanny jak hołd zaufania, i ze zdumieniem musiała rozpłynąć się w czułości nad tym szponiastym kwiatem.
„Ach, teraz muszę uważać na wszystko... Muszę się wziąść w karby, rozmyślać, decydować...“
Udała się cichym krokiem ku łazience, napięta uwagą, głucho zaślepiona swoją świeżą żałobą.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie .