Sztuka u Słowian, szczególnie w Polsce i Litwie przedchrześcijańskiéj/XXIV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Sztuka u Słowian, szczególnie w Polsce i Litwie przedchrześcijańskiéj
Wydawca Wydawnictwa drukarni A. H. Kirkora i sp.
Data wydania 1860
Miejsce wyd. Wilno
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
XXIV. BÓSTWA LITEWSKIE.

Przejdziemy teraz do Litwy, która jako niedawno nawrócona, bogatsząby być powinna w zabytki, do piérwszéj swéj wiary odnoszące się. Wiele ich wprawdzie, w piérwszych zaraz chwilach, zniszczyła gorliwość duchowieństwa, ale pilne poszukiwania badaczy odkrywają mnóstwo rzeźb zwłaszcza drobnych, przechowanych od zagłady, po grobach, w murach, ziemi, i wodzie. Mamy nadzieję, że każdy rok dorzuci cóś do wiązki już zgromadzonéj na Litwie, zabytków bałwochwalstwa, i dawnéj jéj cywilizacji.
Musiemy się jednak wytłumaczyć, dla czego tu wszędzie łaczym z sobą Słowiańszczyznę i Litwę, dwa, jeśli nie różne, to epoką wędrówki pierwotnéj rozdzielone plemiona. — Sąsiedztwo ze Słowiańszczyzną, stosunki z nią nieustanne, pokrewieństwo widoczne mythów i obrzędów, ich zlanie się, rodowy wreście związek plemion tych, — połączenie Litwy ze Słowiańszczyzną, we wszelkiém badaniu tego rodzaju, czynią nieuchronném. Szaffarzyk, Lelewel, Maciejowski, Naruszewicz, wszędzie do ogółu Słowian włączają plemiona litewskie. Bałwochwalstwo litewskie, w którém mnóstwo wspólności ze słowiańskiém spotykamy, jest dowodem najsilniejszym pokrewieństwa ludów, choć mową rozdzielonych, ale duchem pokrewnych. Perkun litewski i Perun ruski; Znicze w Litwie i Nowogrodzie zarówno płonące, że inne bówstwa pominę, dostatecznie tego dowodzą.
Mało mamy wiadomości o postaciach bóstw Litwy, podania przecież i wieści, o niektórych przedstawieniach ich wzmiankują, wymienim tu tylko główniejsze postacie:
Atrympos (Audrympos); Bóg wód, żyźności; czczony był pod postacią węża zwiniętego w pierścienie (linją spiralną, najpospolitszą z form ornamentacij w czasach bałwochwalstwa, na Litwie i u Słowian); głowę miał ludzką, ukoronowaną. — Wąż miał być miedziany, głowę jego zdobiły kłosy. Wystawiano go także w postaci młodzieńca, z głową wieńcem kłosów otoczoną; godłem jego było naczynie z wodą, w którém hodowano węża.
Auszlawis, bożek chorych i lekarzy, czczony być miał także pod postacią węża, jak w grecko-rzymskiéj mythologji Hygja, któréj godłem był wąż. Przypominim tu, że pomiędzy bałwankami prilwitzkiemi, był wąż z głową ludzką, z napisem: Zirntra, Radegast, Zer-Rhetra; na głowie jego ptak siedzący; inna figura wyobrażała kobietę z wężem w ręku opasującym ją (f. 6.).
Barstuki (Barzdukaj): wyobrażani byli w postaci karłów, z ogromnemi brodami, zkąd ich litewskie nazwisko; nie jak Szaffarzyk tłumaczy od palca, pierst. Klechdy słowiańskie często o podobnych wspominają dziadkach... Na jednéj z czar u J. Potockiego (f. 41.), wyczytano wyraz Berstuk.
Kaunis; bożek miłości, amor, Cupido; miał być karzełkiem skrzydlatym.
Kawas bóg wojny, uosabiał się w kogucie czarnym.
Liethuwa; miała za godło dzikiego kota (wilpiszis).
Perkunas’a wyobrażano z krzemieniem w ręku, (młotem Thora), z głową w pioruny ubraną, z brodą i piorunami w dłoni. — Perun ruski miał posągi olbrzymie, tułów z drzewa dębowego, głowę srebrną, wąsy i uszy złote, nogi żelazne, w ręku krzemień nakształt pioruna.
Poklus: bożek piekieł, państw podziemnych. Był starcem z twarzą wybladłą, brodą siwą, oczyma słupem stojącemi, do góry wywróconemi; skroń obwijała niedbale okręcona płachta. Takim go przedstawiła wojownicza prusko-litewska chorągiew.
Ragutis; bożek biesiad i uczt wesołych, rodzaj Baccha-Priapa, pozostał podobno w odłamku posągu, opisanego przez Ks. Łodziatę, (rysunek u T. Narbutta. T. I. T. II. — F. 6.) »Czyniono mu adoracje, powiada cytowany, pod postacią niezgrabnego kloca ze staréj barci wyrobionego, na wzór otyłego chłopa; dawano mu czarę miedzianą w rękę. — Istna to fizys djabła okopciałego, z rożkami na głowie, oczy wielkie jak u cielęcia siedzą mu na wierzchu, kałdun wydatny, nogi w obuwiu, łapciach, stopy długie, a golenie krótkie. Był nagi, figura młodzieńca wyobrażała; na głowie włosy krótkie, raczéj podobne do czapeczki fałdzistéj, twarz okrągła i wydatna, nabrzękła, usta do śmiechu ułożone.“
Jakkolwiek Ks. Łodziata powiada, że to był bałwan z barci niezgrabnie wystrugany, opis świadczy, że figurze téj nie brakło przecie wyrazu. Posąg ten wożono w zimie na saniach od wsi do wsi, weseląc się na cześć jego. Oprócz Ragutis’a, większych bałwanów litewskich dotąd nie wynaleziono; mamy za to codzień pomnażające się drobne pomniki bronzowe, na baczną zasługujące uwagę. Wyrób ich, charakter, artystyczna wartość, zwracają oczy badacza i dozwalają się domyślać całego pantheonu bóstw, których dotąd zaledwie próbki do nas doszły.
Opiszemy tu wszystkie nam znane bronzy litewskie, nie siląc się na oznaczenie ich nazwań i odkrycie znaczenia, które w wielu pozostać musi tajemnicą; wskażemy tylko wartość ich artystyczną, jako dla nas najgłówniejszą.
Najstarszém w tym rodzaju odkryciem w Litwie, było podobno bóstwo bronzowe, w r. 1818. w Kownie odszukane. — Posążek ten, przy stawieniu Komory celnéj, w murze na rogu tak zwanéj świątyni Perkunasa, przez urzędnika Sokołowskiego był odkryty. Miał wysokości sześć cali i lany był z bronzu; postać na nogach siedząca; na głowie niosła cóś nakształt korony muralnéj, a raczéj thiary wschodniéj; w ręku trzymała trzy ryby.
W r. 1820. hr. Kossakowski, nabywszy tę ciekawą pamiątkę, ofiarował ją Towarzystwu przyjaciół nauk w Warszawie. W początkach miano bronz ten za wyobrażenie Perkunasa, ale przekonano się, że wystawiał bóstwo niewieście i Staszic uznał je za wyrób indyjski.
Ze zbiorami Towarzystwa i posążek ten miał przejść do Petersburga, gdzie dotąd usilne starania o wykrycie go i zrysowanie skutku nie miały, miejmy nadzieję jednak, że pilniejsze badanie ciekawy ten zabytek nam powróci. Co się tycze charakteru wschodniego, tak ważnego dla historji i sztuki litewskiéj, ten nie tylko nie jest wyjątkiem w posążku kowieńskim, ale cechuje wszystkie starsze zabytki artystyczne, odkryte w tym kraju.
Inny posążek kobiétę nagą wystawujący, w rodzaju Wenery, bliżéj nie opisany, znaleziony został także w Kownie, w murach tamtejszéj plebanji. Robotnik, który police ustawiał, natrafił nań w murze, ale ówczesny wikary Ks. Mingajło, potłuc go kazał obuchami, i cyny, z któréj był odlany, użył do pobielania rądlów. Wiemy tylko od P. Narbutta (T. IV. 83. nota,), że to była postać niewieścia i dosyć spora, gdy na taki użytek obróconą być mogła.
Bóstwo jakieś zbrojne, odkryte na dnie jeziora na Żmudzi,[1] nie dosyć dokładnie opisuje E. Tyszkiewicz (Rzut oka. T. IV. 1. 2. 3. i okładka Album wileńskiego, złożona ze starożytności litewskich). Figurka ta, jak się zdaje bronzowa, wystawia mężczyznę z otłuczonemi rękami, całego od stóp do głów we zbroi i hełmie, stojącego w postawie bojowéj, na kruszcowéj podstawie. Ręce, jak widać, trzymać musiały miecz i tarczę, lub dzidę może.
Zastanawiającem jest, że uzbrojenie w Litwie niezwykłe, o któréj prostym rynsztunku mamy podania, figurkę okrywa. Jest li to bóstwo Kawas, bóg wojny, czy inna jakaś postać? reszta jakiegoś sprzętu, rękojeść oręża? zabytek pogański?? z pewnością wyrzec trudno. Figurka zbyt mało ma wybitnego charakteru, ale styl jéj raczéj barbarzyński lub rzymski, niż wschodni, do innéj ją epoki odnosi, niż bóstwo Kowieńskie.
Jednym z najciekawszych bronzów litewskich, dziś w posiadaniu piszącego, jest Perkunas, o którego pochodzeniu nie mamy innych wiadomości, prócz, że na Litwie miał być znaleziony w mogile. (Zobacz rysunek na okładce Album, toż powtórzone w chromolithografji do Rocznika Tow. Statyst. Wil. P. A. H. Kirkora). Wyrob zdaje się ze wszech miar nosić cechy prawdziwości.
Figurka wyobraża starca siedzącego, opasanego draperją, która obejmuje rękę lewą i przechodzi przez biodra, osłaniając je także. Głowa u góry jakby upiłowana, a przez nią i przez cały posążek przechodzi, wydrążony ostrém narzędziem, regularny otwór, który służył do osadzania na tyce tego nosidła. Reszta ciała, oprócz części ręki lewéj i biódr, naga, na piersiach i żołądku, oznaczone massy ogólne korpusu dość grubo i niezgrabnie; piersi wyrażone dwóma kręgami, rylcem zarysowanemi, z punktami we środku. — Twarz z brodą i wąsem pomimo naiwnéj prostoty wyrobu, ma pewien wyraz dzikości, srogości, siły. W lewéj ręce stulonéj, otwór oznacza miejsce, w którém osadzony był młot, krzemień, czy inne jakieś godło i ręka ta zniżona ku kolanom, prawa podniesiona ściska w dłoni piorun! Nogi pokurczone, jak do siedzenia, trochę krótkie i niewykończone. Wpatrzywszy się w całość, niepodobna zaprzeczyć, że artysta jakkolwiek barbarzyński, miał przed sobą wzór lepszy, rzymski, a ruchem postaci i ogólnym jéj rysunkiem, wydał bardzo dobrze groźną potęgę Perkuna. Drobniejsze szczegóły, jako to, zarysy piersi, palce u nóg i rąk, zwoje piorunu i włosy, oczy i twarz cała, głębokiemi rysami rylca są oznaczone. Bronz żółtawo-czerwonawy pokrywa patina zielonkowata, a gdzie niegdzie osad gryszpanowy. Otwór przez głowę i tułów przechodzący, wyświdrowany bardzo czysto, drugi w lewéj ręce ma gwint. Pod względem technicznym odlew wyborny od jednego rzutu dowodzi wprawy rzemieślnika, a jako dzieło sztuki zastanawia tylko całością dobrze pojętą i siła wyrazu, chociaż części wiele zostawują do życzenia i wcale wykończone nie są, a niektórym brak dobrego stosunku. Rysunek na okładce, starożytności litewskie wystawującéj, u P. Wilczyńskiego, którego Perkunas był własnością, dobre o nim daje wyobrażenie.[2]
Inna jeszcze figurka srebrna, uchodząca za bóstwo litewskie, i odkryta na Litwie, dostała się nam z tegoż źródła. Jest to dość niezgrabna postać męzka jakby leżącego, z rękami do boków przytulonemi, brzuch wydatny, na kolanach i u piersi po dwie rysy głębokie, niewiem składy czy co innego oznaczać mające. Wyrobiona ze srebra grubo, i jakby na wpół przecięta, figurka ta, co do rysunku i wartości artystycznéj, nie dorównywa Perkunowi.
Ciekawem odkryciem i zagadką niemałą dla historji kraju, jest niedawna zdobycz młodego archeologa Hr. Adama Platera. Na Żmudzi, w Rosieńskiem, w majętności nazwanéj Szweksznie, rozkopując jednę z trzynastu tam znajdujących się mogił, na saméj granicy pruskiéj położonych, dobyto z niéj siedem razem bożków bronzowych. Obok nich nieznaleziono nic, coby wiek grobowiska znamionowało, ani kości, ani czerepów, ani kruszcowych szczętów. W innych mogiłach były tylko popioły.
Bożki tu znalezione, wielkości od czterech do pięciu cali, lane są z bronzu, a jeden z nich z podłego srebra we środku próżny; wszystkie po ściślejszym rozbiorze, jak słusznie zauważał E. Hr. Tyszkiewicz, i jakeśmy się sami, porównywając je z innemi pomnikami, przekonali, są Egipskie.
Zkąd do Litwy zawędrowali Oziris, Izys, Horus, Kotka,... wytłumaczyć sobie trudno.
Przypuszczają, że je tu przynieść mogli Skandynawi, u których podobne zabytki także się znajdują, mybyśmy nie ledwie myśleli, że to prastara po Fenicjanach pozostałość. Najmniejszéj nie ulega wątpliwości, że wszystkie są czysto Egipskiemi bożyszczami, jak o tém bliższy ich opis przekona. Największy z tych odlewów srebrny, do pasa tylko odbity, wewnątrz próżny, przedstawia postać męzką, młodzieńczą, z twarzą bez brody i wąsów, z wyrazem wybitnym pochodzenia — na głowie znaną thiarę rogatą, z wyraźnemi z przodu bandeletami, mającą. Ręce skrzyżowane na piersiach trzymają, jak wizerunek Oziris’a i jego kapłanów, z jednéj strony bicz, z drugiéj berło. Porównać ją można dla przekonania się o pochodzeniu z rysunkami u Caylus’a (powtórzonemi u J. Malliot, Recherches. T. II. Tab. 6. n. 2. Tab. VII. n. 9.). Najmniejszéj nie ulega wątpliwości, że to jest Oziris lub kapłan jego; thiara, oba godła, charakter rzeźby najmocniéj tego dowodzą.
Widocznie taż sama postać Ozirisa, lub jego kapłana, powtarza się na mniejszą skalę, w odlewie bronzowym zakończonym pochwowato i przeznaczonym do osadzenia na czemś. Bronzy tego rodzaju są bardzo pospolite. Thiara rogata, bicz i berło, są i tu bardzo wyraźne, chociaż odlew mały, a bronz popękany i od rdzy przejedzony.
Trzeci posążek, mało co od poprzedzającego mniejszy, także bronzowy i zardzawiały, przedstawia Anubis’a, lub jego kapłana, z płaską czworograniastą thiarą na głowie, ręce spuszczone przylegają do ciała, nogi w ruchu, całość ma typ wybitny egipski, tak że się na nim omylić niepodobna.
Czwarta figurka przedstawia dobrze narysowaną, a tak między bronzami egipskiemi pospolitą kotkę, siedzącą na niewielkiéj podstawie lub krążku, któréj samo znajdowanie się tu, jużby na egipskie bóstw pochodzenie naprowadzić mogło.
Piąte bóstwo siedzące, wyobraża niewiastę, mającą głowę pokrytą rodzajem thjary rogatéj, z jaką zawsze przedstawianą była Izys, trzymającą na kolanach mniejszą figurkę, z wyciągnionemi nogami. — Jest to mały bronz Izydy karmiącéj Horus’a, jak się przekonać można z rycin, w starożytnościach Caylus’a (I. Malliot. Recherches. T. II. Tab VIII. f. 7.) Pokrycie głowy, typ wyrobu, niedozwalają ani wątpliwości. — Bronz stary i wielce uszkodzony.
Szósta figurka bronzowa, także przedstawia postać klęczącą, na odłamanym pręcie osadzoną, z głową ogoloną wzniesioną ku górze, z rękami otłuczonemi po pięści, także jak na modlitwie w górę dźwigniętemi, które zapewne zwitek trzymać musiały, nogi podkulone i ściśnięte. Bronz ten co do rysunku ogólnego jest bardzo dobry, a przedstawia, jak typ twarzy, ogolenie głowy, nogi i ręce dowodzą, jeden z bardzo pospolitych u Egipcjan wizerunków Kapłana, jakich kilka mamy u Caylus’a. (I. Malliot. Recherches T. II. Tab. VII. f. 2. 3.).
Mniejsza od poprzedzającéj siódma postać, nie dość zręczna, i wykonana niedbale, wystawia starca z brodą, na głowie mającego thiarę, jak Izys, z nogami rozstawionemi jak do tańca, z kolanami rozszerzonemi, a u stóp ściśniętemi — stopy są odłamane. W ręku trzyma ta figurka coś nakształt bardzo zwyczajnego w egipskich posążkach Sistru lub Nilometru, tak jednak ujętego, że się zda przedstawiać instrument muzyczny rznięty. Postać ta ze wszystkich najmniéj się wytłumaczyć daje, ale równie egipskiego jest pochodzenia jak inne.
Jakkolwiek tłumaczyć sobie zechcemy zjawienie się bóstw egipskich w pantheonie litewskim, zawsze przyswojenie ich, sam byt na téj ziemi, niezmiernie ważnym będą wypadkiem.
Dodajemy tu jeszcze wiadomość o rzeźbach i niektórych zabytkach starożytności krajowych, znalezionych przed niewielą laty w Wilnie, a dziś będących w posiadaniu A. H. Kirkora, którego uprzejmości winniśmy opis ich, odlewy i rysunki.[3]
Kapitan Inżynjerów ś. p. Juchniewicz, znalazł w głębokim lochu na górze Zamkowéj w Wilnie, na tém samém miejscu, gdzie stał niegdyś kościołek ś. Marcina, a przed nim zapewne świątynia pogańska, tych kilka złamków starożytności. Być bardzo może, że niektóre z zabytków, do bałwochwalni litewskiéj należały.
Najmniéj zrozumiałe jest jakieś narzędzie muzyczne, jak się zdaje, rodzaj fletu z kości wyrobionego, który zdobi u podstawy obwijająca go jaszczurka, z długim fantastycznie zakręconym ogonem (Dreżas); ku środkowi jest otwór owalny łączący się z otworem idącym od wierzchu, opasany obrączką. Ogon jaszczurki zawinięty i podgięty na stronie przeciwnéj rurki, kończy jakby spłaszczonym liściem. Całe to stworzeńko wydłutowane ostro, wyraźnie, ale niezgrabnie, pomimo to stanowi wcale piękną, fantazyjną ornamentację. P. Narbutt ma ten przedmiot za bóstwo domowe, my zważając na cześć jaką odbierały w Litwie Giwojte i ogół wyrobu, sądzilibyśmy, że to jest jakieś narzędzie muzyczne obrzędowe, kościelne, zwłaszcza że tuż wynalezioną została i druga kościana rurka, będąca wyraźnie pozostałością jakiegoś nieznanego instrumentu. Ta, o ile z ułamku sądzić można, czyściéj i staranniéj była wyrobiona, ale bez żadnych ozdób. W jednym końcu ma trzynaście małych otworów, z których dwa podłużne, jeden szerszy, a pięć założonych czy drzewem czy kością, ciemniejszego koloru. Z drugiéj strony, są cztéry otwory, przez które patrzając, widać podwójne dziurki mniejsze, przechodzące przez cały ten instrument. Z wierzchu rurka ta podzielona na podłużne prążki kantowate, między któremi są do połowy długości przecięte otworki niejednostajnego kierunku, znać dawniéj zasuwane kostkami, z których dwie jeszcze pozostały. Dziś narzędzie to i pierwsze i drugie żadnego głosu wydać nie może.
Z jednéj strony rurka ta zupełnie jest gładka, a kanty tylko trzy ćwierci obwodu jéj zajmują. Zdaje się nam, że znalezienie obok siebie tych narzędzi ich związek i przeznaczenie wskazuje: były to piszczałki jakieś, używane przy obrzędach bałwochwalczych.
Znaleziony także został razem z powyżéj opisanemi okruchami, wyrobiony z kości niedźwiadek, stojący na tylnych łapach, z przedniemi jakby do oparcia się na czémś, pod pyskiem złożonemi; jedna z tylnych nóg na rodzaju podstawki, trzpieniem do osadzenia opatrzonéj, spoczywa. Pysk zwierzęcia, otwarty i zęby u niego widoczne.
Z pozostałych sztyftów, widać że ozdoba ta była do czegoś przymocowaną.
P. Narbutt nie za bożka, ale za godło książęce, może do chorągwi przytwierdzane, ma tę ciekawą i ładną pamiątkę. Ale że mało wiémy o bogach litewskich i postaciach, w jakich przedstawiani byli, a ślady są, że większa część bóstw na tykach przytwierdzaną i noszoną była, możnaby sądzić, że i niedźwiadek bóstwo jakieś przedstawiał. Robota, co do ogólnego pojęcia kształtów, wcale dobra, wykonanie, ile z kopji sądzić się godzi, również staranne i nie pierwotnego już artystę wskazujące.
Odkrytą została także razem mała figurka z kości, rzeźbiona bardzo pięknie, wystawiająca klęczącego rycerza w koronie, którego podniesione ręce cóś nad głową utrzymywały. Części téj braknie. Strój figurki jest starożytny rzymski, ale draperja, pas, tunika, zbroja, tarcza i styl ogólny odnieść każą robotę aż do XVI wieku, smak odrodzenia bowiem, szczególniéj w rysunku tarczy czuć się daje. Mogła to być rękojeść miecza, noża, lub jakiegoś sprzętu ozdoba, z daleko bliższych nas czasów.
Przy tych rzeźbach kościanych, odkryto także odlew z ciemnego kruszcu, który się okazuje bronzem. Odlew ten, na szerokiéj podstawie pokrytéj częścią fałdzistéj draperji, przedstawia z boku leżącą wilczycę, z podniesioną łapą i głową, a po nad nią rękę utrzymującą cóś nakształt rogu, po ramię odłamaną i do braknącéj należącą figury. W czasie gdy P. Kirkor dostał ten obłamek, postaci ludzkiéj, do któréj ręka i draperja należała, brakło. Po za ręką i wilczycą, sterczało cóś nakształt pniaka.
Oglądając ten zabytek, Hr. Eust. Tyszkiewicz, przypomniał sobie, że miał w swym zbiorze figurynkę bronzową, znalezioną pod karczem, na przedmieściu Komorówce, w Mińsku, gdzie był dawniéj zamek, i uderzony podobieństwem jéj do tego okruchu, pośpieszył ją do niego przyłożyć. Figurka jakby cudem przyszła do ramienia i utworzyła całość, która, jak ją teraz widzimy, niewątpliwie jest utworem sztuki rzymskiéj, lub naśladowaniem jéj wyborném. Gruppa wyobraża Faustulusa z wilczycą karmicielką Romula i Rema, nagiego prawie i lekką tylko osłonionego draperją, którego ręka jedna na grzbiecie wilczycy, druga na biodrach, kij pastuszy trzymając, spoczywa. Rysunek figury jest prześliczny i pełen stylu, głowa okryta włosem kręconym, przypomina głowy Faunów; kompozycja przewyborna, i na pierwszy rzut oka dowodząca artysty, który był panem myśli, jaką miał wydać. Ale nie śmiemy zawyrokować, czy to jest istotnie starożytny bronz, czy późniejsze naśladowanie....
Odlew z dwóch się sztuk składał i to było powodem, że oddzielne części, choć do dwóch może grup jednakowych należące, tak doskonale zeszły się z sobą. — Zresztą wyrob rzymski, jak zaraz ujrzemy, nic w sobie niema zadziwiającego w kraju, który od najdawniejszych czasów, w ścisłych był stosunkach z Fenicjanami, Grecją i Rzymem.
To, cośmy wymienili, nosi tak rozmaite cechy, tak różnego jest pochodzenia, że wśród napływu obczyzny, trudno tu litewskie właściwie rozeznać wyroby. Jednakże za takie mamy Perkuna, bóstwo Żmudzkie i ową rozbitą i zatraconą bezpowrótnie Venus kowieńską. W znanych nam figurynkach pojęcie ogółu równie dobre jak w słowiańskich, wykonanie tak jak w nich niedbałe; różnią się zaś wielce od prilwitzkich, daleko lepszém pojęciem formy ogólnéj, większą jednością kompozycji, wstrzemięźliwością myśli i realizmem. Fantazja mało się tu wysila, niema prawie poczwarności, powtórzeń części, spajania człowieka ze źwierzętami. Ruchy postaci wydane są śmiało, dobitnie i mimo wad rysunku wyrazisto. Kształty ciała ludzkiego, stosunek części ich do siebie, znamionują zwróconą już na wzór uwagę, a niedźwiadek naprzykład, już się dobrze rozeznać daje i ma pewien nawet właściwy charakter. To wszystko razem wzięte, zabytkom niewielu rzeźby litewskiéj daje piętno zupełnie właściwe i stawi ją wprost obok słowiańskiéj, z którą ma wiele wspólnego. Jako początki sztuki samorodnéj, na wzorach wschodnich, indyjskich, egipskich, późniéj greckich i rzymskich, kształcącéj się powoli, utwory te, na swój czas, bardzo już są znakomite. Odlewy dowodzą niemałéj wprawy technicznéj. Mamy nadzieję, że czas i badania, odkryją więcéj pomników, które stan sztuki i jéj charakter lepiéj nam jeszcze wyświecą.
Wspomnieliśmy o rysunku wyżéj, trzech głównych bóstw Litwy i Prus, na staréj wojennéj chorągwi, którą podają Casp. Henneberger, po nim Grunau, L. Dawid i Hartknoch; tu także wizerunek jéj mieścić się powinien, chociaż raczéj do ikonografji bogów litewskich niżeli do historji sztuki posługuje, znacznie będąc zapewne zmieniony kilkakrotném przerysowywaniem. — P. Narbutt nowy dał téj ciekawéj chorągwi rysunek, ze źródła nam niewiadomego.[4]


Przypisy

  1. Figurka ta zupełnie prawie jest podobną do rysowanéj w starożytnościach Etruskich Montfaucon’a, (Antiquitates Etruscae. A. Fr. Gorji Supplem. Montfauc. ed. Schwebelji. Norimb. 1770. fol. Tab XIV f. 8.), oznaczonéj jako: Genius publicus Etruscorum, z tą tylko różnicą, że statuetka etruska, nic nie trzymała w ręku, zresztą modelowanie ciała, postawa, charakter wyrobu, całkowicie podobny.
  2. Dziś jest własnością muzeum star. w Wilnie.
  3. Obecnie w muzeum starożytności w Wilnie.
  4. Już po ukończeniu rozdziału o bóstwach litewskich doszła nas kopja figurki znalezionéj w Wilnie także w lochu pod górą zamkową, będącéj własnością A. H. Kirkora a dziś złożonéj w Muzeum starożytności. Posążek ten uznany został przez znakomitego dziejopisa Litwy p. T. Narbutta, za Mildę, bóstwo litewskie rodzaj Wenery, i o ile z tradycji wnosi, ma być całkowicie podobny do statuetki odkrytéj w Kownie, o któréj mówiliśmy wyżéj. Definicja ta wszakże zupełnie dowolna, utrzymać się nie może. — Postacie kobiece, albo są zupełnie nagie, albo okryte draperją, albo w suknie odziane, na wszystkich znajomych bronzach średniowiecznych i starożytnych; ta zaś widocznie odzianą jest po męzku, w krótki jakiś kaftan, i kobiecą nie jest.

    Statuetka ta, dosyć dobrego wyrobu w rodzaju bronzów etruskich, które, jak inne, niezmiernie przypomina, ma około trzech cali wysokości. Jest to figurka stojąca, z obu stron starannie obrobiona, szeroka nad proporcją w ramionach; z twarzą dobrze wymodelowaną, w rodzaju czapeczki na głowie z nausznikami, jakiéj pod hełmy używano. Lewa ręka zgięta, spiera się na biodrach, prawa zdaje się, że cóś trzymała, ale trochę u końca obłamana; P. Narbutt powiada, że kwiat mieć musiała. Nogi dobrze wyrobione, u stóp są nagie, i mają oznaczone palce. Jedynym śladem ubioru, jest od pasa rozszerzający się rodzaj nie przepaski, jak ją mieni P. Narbutt, ale spodniczki, a raczéj kaftana, który nie sięga niżéj bioder. — Kaftan ten, podobniejszy do średniowiecznéj zbroi, przerznięty jest pięcią linjami równoległemi dokoła obiegającemi. Chociaż pierś jest wydatna lekko, ale statuetka ta niema charakteru kobiecéj, i najwyraźniéj jest męzką, to widoczne na pierwszy rzut oka. Ubraniem tylko męzkiem tłumaczyć się może to krótko obcięte odzienie, przypominające zbroję, tak jak czapeczka na głowie przypomina hełm, pod który ją wdziewano. Z resztą ani myślemy nadawać nazwiska posążkowi temu, jak inne zabytki, dziś nie dającemu się zdefinjować, dla braku przekonywających dowodów, na których by przypuszczenie oprzeć można.

    Polytheizm staréj Litwy obfitował jak wiemy w bogi domowe, w duchy opiekuńcze źródeł, siół, rodzin nawet, a w téj gromadzie postaci, jedną od drugiéj chyba jasnowidzeniem rozróżnić można. Wprawdzie nic łatwiéjszego, jak rzucić domysł jakiś i nazwisko, ale to do niczego nie prowadzi, a ludziom śmiech robi.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.