Przejdź do zawartości

Sześć łabędzi

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Hans Christian Andersen
Tytuł Sześć łabędzi
Pochodzenie Sześć łabędzi oraz inne bajki
Wydawca Księgarnia Literacka
Data wyd. [1930]
Druk Drukarnia P. Brzeziński
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Franciszek Mirandola
Tytuł orygin. De vilde Svaner
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
SZEŚĆ ŁABĘDZI.

Pewien król polował raz w lesie i pędził tak za zwierzyną, że nikt ze świty nie mógł mu dorównać. Wieczorem stanął i spojrzawszy wokoło, spostrzegł, że zbłądził. Szukał drogi, ale znaleźć jej nie mógł. Nagle ujrzał starą kobiecinę z trzęsącą głową, która zbliżyła się doń. Była to czarownica.
— Droga kobieto, — spytał — czy mogłabyś mi wskazać drogę?
— O tak, panie królu! — powiedziała. — Mogę to uczynić, ale stawiam warunek. Jeśli go nie dopełnisz, nie wyjdziesz nigdy z lasu i umrzesz tu z głodu.
— Cóż to za warunek? — spytał król.
— Mam córkę tak piękną, kal żadna dziewczyna na świecie i zasługuje na to, by została żoną twą, o panie. Jeśli ją uczynisz królową, pokażę ci drogę przez las do domu.
Powodowany strachem, przystał król, a starucha zaprowadziła go do swego domku, gdzie córka siedziała przy kominie. Przyjęła króla, jakby nań czekała, była w istocie piękna, ale nie podobała mu się i nie mógł na nią patrzeć bez tajemnego lęku. Wziął dziewczynę na konia, starucha wskazała mu drogę, a król wrócił do swego zamku, gdzie też niedługo odprawiono wesele.
Król był już raz żonaty i miał po pierwszej małżonce siedmioro dzieci, sześciu chłopców i jedną córeczkę, a wszystkie kochał bardzo. Bojąc się, by im nie dokuczała macocha lub nawet nie uczyniła coś złego, umieścił dzieci w samotnym zamku pośród lasu, dokąd tak było trudno trafić, że sam by tego dokonać nie zdołał, gdyby nie kłębek nici, jaki otrzymał od pewnej mądrej kobiety. Gdy go rzucił przed siebie, kłębek rozwijał się sam i wskazywał drogę. Król jednak tak często odwiedzał swe dzieci, że królowa spostrzegła jego wydalanie się, a uniesiona ciekawością, zapragnęła dojść, co robi sam w lesie. Przekupiwszy wielką sumą służbę, dowiedziała się o kłębku, który sam jeno może wskazać drogę. Nie miała spokoju, póki nie wybadała, gdzie mąż chowa ów kłębek, potem zaś poszyła białe jedwabne koszulki, a znając od matki czarodziejskie sztuczki, wszyła w każdą zły czar. Pewnego dnia, gdy król był na polowaniu, wzięła owe koszulki i poszła w las, a kłębek wskazywał jej drogę. Dzieci dostrzegły, że ktoś nadchodzi zdala i myśląc, że to ojciec, wybiegły radośnie naprzeciw. Królowa rzuciła na każde z nich po koszulce, a gdy jeno dotknęła ich ciała, zaraz dzieci pozamieniały się w łabędzie i uleciały ponad las. Królowa wróciła uradowana, pewną będąc, że się pozbyła pasierbów. Nie wiedziała wcale, iż dziewczynka nie wybiegła na spotkanie [i] nie uległa czarowi. Nazajutrz król poszedł w odwiedziny, ale zastał samą jeno córkę.
— Gdzie bracia? — spytał.
— Ach, drogi ojcze! — zawołała. — Odlecieli i zostawili mnie samą! — Opowiedziała potem, jak patrząc z okna, ujrzała braci lecących ponad lasem w postaci łabędzi, zaś dla dowodu pokazała mu pogubione przez nich pióra, które zebrała w podwórzu. Król smucił się, ale nie przypuszczał, by czynu tego dopuścić się miała żona, w obawie jednak o stratę córki, postanowił ją zabrać. Ale dziewczynka bała się macochy i poprosiła ojca, by jej przynajmniej przez tę noc pozwolił zostać w zamku.
Biedaczka myślała:
— Nie długo tu już zostanę, muszę tedy iść szukać braci!
Gdy noc nadeszła, dziewczynka wybiegła z lasu. Szła aż do rana i przez cały dzień następny, aż ustała ze znużenia. [W tej] chwili ujrzała szałas leśny, weszła i zobaczyła sześć łóżeczek, ale nie śmiejąc lec w żadnym, położyła się pod jednym na ziemi, by tak noc przepędzić. Nadeszła pora zachodu słońca, zaraz usłyszała szum skrzydeł i sześć łabędzi wleciało oknem do szałasu. Siadły na ziemi i dmuchały po sobie wzajem. Spadły z nich pióra, odstała skóra łabędzia, niby koszula, a dziewczynka ujrzała i poznała swych braci. Uradowana wyszła z pod łóżka. Bracia cieszyli się tak samo, ale nie długo trwało to wesele.
— Nie możesz tu zostać! — powiedzieli. — Jest to schronisko rozbójników, gdy przyjdą, zabiją cię natychmiast.
— Czyż nie możecie mnie obronić? — spytała.
— Nie! — odpowiedzieli. — Na kwadrans tylko wolno nam co wieczór zrzucać skórę łabędzią i wracać do ludzkiej postaci, potem jednak zaraz przeistaczamy się z powrotem w łabędzie.
Zapłakała biedaczka i spytała:
— Ach, czyż nie możnaby was ocalić?
— O nie! — powiedzieli. — Warunki są zbyt surowe. Musiałabyś przez lat sześć nie mówić, nie śmiać się, a przez ten czas uszyć nam sześć koszul z płatków niezabudek. Za pierwszym słowem z twych ust, przepada cała praca.

Gdy bracia rzekli to, minął kwadrans i wylecieli jako łabędzie oknem w las.

Ale dziewczynka powzięła mocne postanowienie ocalenia braci, choćby miała to okupić życiem. Wyszła z szałasu i spędziła noc na drzewie. Nazajutrz nazbierała niezabudek i zaczęła szyć. Mówić nie miała do kogo, a do śmiechu brakło jej ochoty. Siedziała przeto, nie odrywając się od pracy. Trwało to przez czas długi, aż razu pewnego władca całego państwa przybył na polowanie do lasu, a strzelcy jego stanęli pod drzewem, na którym siedziała dziewczynka. Wołali na nią, ale nie odpowiadała.
— Kim jesteś, Chodź do nas! — mówili. — Nie zrobimy ci nic złego!
Potrząsnęła jeno głową, a gdy nie przestawali wołać, rzuciła im złoty łańcuszek ze szyi, sądząc, że na tym poprzestaną. Nie odeszli jednak, a wówczas rzuciła im pasek, potem podwiązki i stopniowo wszystko, bez czego mogła się obejść, tak że została w samej koszulce. Strzelcy nie dali za wygranę, weszli na drzewo, znieśli dziewczynkę i przyprowadzili przed władcę:
Spytał:
— Mów, kim jesteś? Co robiłaś na drzewie?
Ale nie odrzekła nic.
Król przemawiał wszystkimi językami, jakie znał, ale ona milczała jak ryba. Piękność biednej niemowy wzruszyła serce króla, tak, że zapałał wielką miłością. Okrył ją swym płaszczem i posadziwszy przed sobą na koniu, zabrał na zamek. Tutaj dał jej bogate szaty, ona zaś rozbłysła, jak jasny dzień, ale nie sposób było wymusić z niej słowa. Posadził ją król przy stole, a zachowanie jej, skromna mina i obyczajność tak go ujęły, że oświadczył:

— Ciebie jedyną pragnę poślubić i nie chcę żadnej innej!

Po kilku dniach odbył się w istocie ślub.
Ale matka króla była to kobieta zła, nierada temu małżeństwu, toteż źle mówiła o młodej królowej.
— Kto wie, skąd pochodzi ta znajda, która nie umie mówić? Nie godna jest zaiste króla!
Po roku przyszło królestwu na świat pierwsze dziecko. Zła matka zabrała je biednej królowej, a potem pomazawszy jej we śnie wargi krwią, oskarżyła ją przed synem, że jest ludożerczynią. Król nie chciał temu uwierzyć i nie dopuścił, by jej uczyniono coś złego. Siedziała ustawicznie i szyła koszule, nie zwracając na nic uwagi.
Kiedy potem znowu powiła ślicznego synka, matka zabrała go także i wystąpiła z tym samym oskarżeniem. Ale król nie mógł się i teraz zdecydować na danie wiary tym słowom. Powiedział:
— Jest ona zbyt pobożna i dobra, by mogła uczynić coś takiego. Gdyby potrafiła mówić, niewinność jej wyszłaby na jaw!
Gdy atoli matka skradła po raz trzeci nowonarodzone dziecko królowej i ponowiła oskarżenie, a nieszczęśliwa nie rzekła nic na swą obronę, król musiał oddać sprawę sądowi, który skazał ją na stos.
Dzień, w którym miano wyrok wykonać, był właśnie ostatnim dniem z tych lat sześciu, w czasie których dzielna siostra nie mogła mówić, ani śmiać się. Pięć koszul czekało, szóstej brakło jeno rękawa. Idąc na stos wzięła je na ramię, a gdy stała, czekając na podpalenie, rozglądała się wkoło. I w samej rzeczy nadleciało sześć łabędzi. Serce jej uderzyło radośnie na widok bliskiego ocalenia. Łabędzie zniżyły lot i otoczyły ją, tak że mogła każdego dosięgnąć rzuconą koszulą. W chwili, gdy koszule dotknęły ich ciał, spadły łabędzie skóry, a bracia stanęli przy siostrze żywi, cali i piękni. Najmłodszemu tylko brakło lewego ramienia, ale miał za to łabędzie skrzydło na plecach. Uściskali się i ucałowali, królowa zaś podeszła do przerażonego wielce małżonka i powiedziała:
— Drogi mężu! Teraz mogę już mówić i oznajmiam ci, że zostałam fałszywie obwinioną!
Opowiedziała całą historię oszustwa teściowej, która zabrała jej i skryła troje dzieci. Ku ogromnej radości króla przyprowadzono je, a następnie za karę przywiązano złą teściową do słupa na stosie i spalono na popiół. Król, królowa i sześciu jej braci żyli sobie potem długie lata w szczęściu i spokoju.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Hans Christian Andersen i tłumacza: Franciszek Mirandola.