Szaleństwo króla Golla

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor William Butler Yeats
Tytuł Szaleństwo króla Golla
Pochodzenie Poeci angielscy
Wydawca Księgarnia H. Antenberga
Data wydania 1907
Druk W. L. Anczyc i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Jan Kasprowicz
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera) Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
SZALEŃSTWO KRÓLA GOLLA.
(Z starożytnych legend celtyckich).
 

Miałem ja z wydrzych skór posłanie,
Władcze me słowo wielce waży
Od Ith po Emen; drżał-ci na nie
W Invar-Amargin tłum żeglarzy,
Gasili gniewy swe i spory
Chłopcy, dziewczęta, człek i zwierz,
W ruń odziewały się ugory,
Ptactwu plażyło pośród leż,
Siwą mający szadź na głowie,
Niejeden starzec, zdumion, powie:
«Przed nim północny znika mróz»...
A liście się nie chcą uciszyć, szumiące liście starych brzóz.

Przy pieśni siedzę i przy winie,
Wtem przybiegł pasterz i narzeka,
Że z trzodą, którą pasł w dolinie,
Okręt piratów w dal ucieka.
Przedemną w lot stanęli męże,
Stanął wojenny rydwan mój:
Wpadnę na wroga i zwyciężę,
W głębiach utonął morski zbój,
Precz go strąciłem w snu zatokę,
Bogaty łup za sobą wlokę —
Złotem napełnion był mój wóz...
Liście się nie chcą uciszyć, szumiące liście starych brzóz.

Lecz gdym mordował bezlitośnie,
Kiedym tak w krwawej brnął kałuży,

W głębi mej duszy żar wyrośnie,
Szalony ogień się rozburzy;
Stanę: tłum gwiazd się górą pali,
Wokół mnie ludzkich oczu zwał,
W głos się zaśmieję i wzdłuż fali,
Wskroś bagnisk biegnę i wśród skał.
Śmieję się z tego, że ptak leci,
Że obłok płynie, słońce świeci,
Że toń huczała, wichr się niósł...
Liście się nie chcą uciszyć, szumiące liście starych brzóz.

I odtąd leśną pędzę knieją,
Gdy lato złote pszczoły pasie,
Gdy w jesień drzewa się żółcieją
W barw leopardzich wrzącej krasie,
Albo gdy zimą wzdłuż wybrzeży
Drżą na urwiskach stada mew;
Dłoń mi się trzęsie, włos się jeży,
Biegnę, przedemną mknie mój śpiew.
Szary mnie poznał wilk; za uszy
Włokę go z sobą w borów głuszy;
Zając w odwagę przy mnie wzrósł...
Liście się nie chcą uciszyć, szumiące liście starych brzóz.

Zaszedłem w lichy gród; w miesiąca
Blasku drzemały jego ściany;
Ma stopa ledwie piasek trąca,
A usta szepcą w rozszeptany
Takt jakiś tonów, za któremi
Jam tu wędrował noc i dzień:
Znalazłem wreszcie gęśl; na ziemi
W bramie leżała, skryta w cień.

Wziąłem ją z sobą w bór coprędzej
I wraz o ludzkiej jakiejś nędzy
Dziki się wtór nasz puszczą niósł...
Liście się nie chcą uciszyć, szumiące liście starych brzóz.

Jam śpiewał o tem, jak, gdy końca
Dobiega dzień, posępne drzewa
Kryją zachodnią kulę słońca
I jaka woń się z nich rozlewa.
Kiedy po strunach biegły dłonie,
Wnet, ni to szelest cichych ros,
Szalony ogień gasł mi w łonie,
Ech li zostawiał smętny głos.
Pękły mi struny, zmilkły wtóry
I ja przez lasy i przez góry
W spiekotę idę, w biały mróz...
Liście się nie chcą uciszyć, szumiące liście starych brzóz


Poeci angielscy - Grafika na koniec utworu.png




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: William Butler Yeats i tłumacza: Jan Kasprowicz.