Strona:Zweig - Amok.pdf/219

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

tować jakąś mimowolnie wyrządzoną mi krzywdę młodzi ludzie kręcili się koło mnie, ale ja odpychałam ich wszystkich z jakąś namiętną niechęcią. Nie chciałam być szczęśliwa, żyć zadowolona, zdala od Ciebie, zakopałam się w ciemnym świecie samotności i własnej męki.
Nie chciałam nawet patrzeć na nowe suknie, które mi kupowali, nie chciałam chodzić na koncerty, do teatru, albo robić wycieczki w wesołem towarzystwie. Zaledwie czasem wychodziłam na ulicę. Czy uwierzysz, mój ukochany, że nie znam nawet dziesięciu ulic w tem mieście, gdzie przeżyłam dwa lata!...
Byłam smutna i chciałam być smutna. Upajałam się znoszeniem wszystkich braków, które dołączałam jeszcze do ego największego braku: — niewidzenia Ciebie. Pozatem nie chciałam zapomnieć o mojej namiętności: chciałam żyć tylko dla Ciebie. Siedziałam sama w domu, godzinami, dniami całemi i nic nie robiłam, tylko myślałam o Tobie, przeżywałam ciągle na nowo, ciągle na nowo owe drob­ne niezliczone wspomnienia o Tobie, odnawiałam w pamięci i przedstawiałam sobie, jak w teatrze, każde spotkanie z Tobą, każde oczekiwanie Ciebie. I dlatego, że każdą sekundę z ówczesnych czasów powtarzałam sobie niezliczone razy, całe moje dzieciństwo pozostało mi tak palące w pamięci, czuję dziś jeszcze każdy z owych minionych dni, tak go­rąco i żywo, jakby dopiero minął wczoraj...
Tylko Tobą żyłam wtedy, kupiłam sobie wszystkie Twoje książki; dzień, kiedy Twoje nazwisko