Mnie ciągle tkwiła w myśli opowieść Władysława ó jego prapradziadka złotóm weselu, ciągle brzmiał w uszach krzyk owego ussarza: do broni bracia! do broni! I nieraz takem się zapomniał, że na lada tentent w podwórzu podbiegałem do okna, czy nie widzę skrzydlatego gońca Bellony; na lada drzwi skrzypnięcie biegłem ku nim oczyma, sądząc, że już wpada na salę...
I cóż na to powiecie? Przed wieczorem zjawił się goniec! Inacźéj wprawdzie wyglądał, inaczój się do nas odezwał, i nie poskoczyliśmy zaraz w taniec bojowy; niemniej wszelakoź niejeden z nas, zdolnych do dźwigania oręża, na weselu owem obecnych, nie wykupił się od krwawego haraczu krwawym myrtem weselnym. Cała nasza młoda drużyna wraz z panem Władysławem, w tymże jeszcze tygodniu w świat szeroki pobiegła i nierychło wróciła pod swe strzechy ojczyste...
Wiele już lat odtąd minęło. Nie zdarzyło już mi się być na weselu czyjćmbądź z rodu pana Władysława; nie wiadomo mi przeto, czy dotąd w jego domu krwawe myrty się krzewią. Ale jego opowiadanie tak mi w pamięć się wjadło, tak zamęciło w głowie, że aż do dziś dnia jeszcze, ilekroć się znajdę na jakim ślubie, to mi się ciągle coś marzy, jakoby panna młoda w żałobie i w wieńcu z krwawych myrtów szła do ołtarza, jakoby nawet całe grono weselne w czerni ubrane było; i razi mię skoczna muzyka i gorszą tańce wesołe!... Dręczy to mię nad
Strona:Zupelny zbior pism Adama Pluga Serya 2 tomow szesc.pdf/25
Wygląd
Ta strona została przepisana.