„Oto mi gody! — prawił staruch rozpromieniony, — oto mi złote wesele!... Łaskaw Bóg na mnie, gdy mi dzisiaj w taki taniec skoczyć dozwala, com już do innego niezdolny. — I zatarł ręce, i was pokręcił, i w karabelę brzęknął, i na jednego z dworzan zawołał: — niech mi Chocimczyka siodłają!“
A sędziwa jego małżonka, drżąca i blada, załamawszy ręce w trwodze boleśnéj, słowa wyrzec nie śmiejąc, oczyma łez pełnemi spoglądała w około, jakby o ratunek błagając. Błaganie to zrozumieli starsi synowie i wnet do rodzica zbliżyli się z perswazją, aby, mając już dosyć laurów bojowych, pobłogosławił tylko młodszych na drogę, a sam w domu pozostał na Wojskiego dla niewiast.
Oburzył się staruch na te wyrazy, i ani mówić więcéj o tém już nie pozwolił. Parękroć tylko z wielką czułością całował w czoło swą żonę, swoją dzieweczkę, jak ją nazywał, uścisnął zapłakaną młodą synowę, i w pół godziny już był gotów zupełnie, uzbrojony od stóp do głowy, a na piersiach sobie zawiesił drogi bukiet swój ślubny. Obaczywszy to inni, wesoło wnet za jego poszli przykładem, powiadając, że lepiej w tańcu się sprawią, gdy myrtowe gałązki przypominać im będą, że do weselnéj należeli drużyny.
Mniej niż w godzinę dwór się cały wyludnił. Mężczyzni do obozu pobiegli, a kobiety z rzewną modlitwą w kościele się zamknęły, dziatwę z sobą zabrawszy.
Strona:Zupelny zbior pism Adama Pluga Serya 2 tomow szesc.pdf/20
Wygląd
Ta strona została przepisana.