Przejdź do zawartości

Strona:Zupelny zbior pism Adama Pluga Serya 2 tomow szesc.pdf/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Od dwóch wieków już blizko suknia żałobna jest ślubnym strojem rodu mojego, i będzie nim dopóty, dopóki krwawe plamy nie znikną na listkach myrtu, od dwóch wieków już blizko krzewiącego się z niemi w domu moim ojczystym. O tym zaś dziwnym myrcie taką mamy tradycję:
Za panowania Jana Kazimierza, w którém biedna nasza ojczyzna tak wielu na raz miała nieprzyjaciół, tak wiele krzywd okropnych, tak wiele klęsk doznała, 1661 roku, w listopadzie, w dzień świętej Salomei, patronki rodu naszego, którą dzisiaj właśnie święcimy, w domu prapradziada mojego, mimo trwogę wojenną zebrał się gości poczet bardzo wielki; a prócz starców i dzieci, męzka drużyna składała się z samych towarzyszy pancernych, co na dzień jeden wymknęli się z obozu, nieopodal rozłożonego, aby wziąć udział w uroczystej uczcie rodzinnéj, jaka nieczęsto się trafia. Były to gody weselne, ale jakie gody!
Prapradziad mój obchodził złote swoje wesele, a syn jego najmłodszy, pradziad mój rodzony, w tę radośną rocznicę, pod najszczęśliwszą wróżbą, miał też bogdance swojej wieczną wiarę ślubować. Bogiem a prawdą, nie była to pora po temu, dla tego zwłaszcza, kto, jak mój pradziad, z obozu wprost szedł przed ołtarz, by ledwie nie od oltarza, znów do obozu powrócić, a może i w ogień bojowy skoczyć. Ale że około tego wesela już lat kilka