Strona:Zofja Rogoszówna - Pisklęta.djvu/83

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    77

    ale tak jakoś, jakby miała przed sobą nie swoją, lecz inną jakąś Haluśkę.
    A kiedy Halunia pada przed Piękną Tup-Tup na kolana i błaga przejmującym, przerywanym łzami głosikiem:

    Klólewno!
    nie top się tak gwałtownie,
    bo ciebie śkoda
    źośtawić
    umal — nię — tą —
    na źawśe!...

    Mamuńka wlepia oczy w zmienioną twarzyczkę Haluśki i patrzy na nią z takim zalęknieniem, jakby dopiero teraz spostrzegła, jak wielkie Pięknej Tup-Tup grozi niebezpieczeństwo.
    A potym oddycha głęboko i, oparszy głowę o poduszki, wolno, mechanicznie nawija nitkę jedwabiu na szydełko.
    Ale niech Halunia tak, jak w tej chwili, przybiegnie do łóżka mamy z zapytaniem:
    — Powiedź, a ćoby było, źeby Patataja wilki zjadły?
    Mamuńka milczy przez chwilę, a potym odpowiada z tym słodkim uśmiechem, po którym Halunia od razu poznaje, że mama nawet nie słyszała jej zapytania:
    — O co ci chodzi, Haluśko?
    Trudno, starsi niezawsze mogą się zajmować zabawami dzieci.