Strona:Zofja Rogoszówna - Pisklęta.djvu/82

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    76

    tląbi lycez Patataj:
    Tup-Tup moja, buzi daj!

    Ach, co za radość! Piękna Tup-Tup i Patataj padają sobie w objęcia i tak się mocno całują, że aż zaniepokojona Kita zaczyna gonić po pokoju z zadartym w górę ogonem.
    Ale niezawsze losy Pięknej Tup-Tup układają się tak pomyślnie. Czasem zabawa się urywa. Halusia coś mówi do siebie półgłosem, wzdycha, splata i rozplata rączki. Może zapomniała, co ma być dalej, a może chciałaby wymyśleć coś nowego. Biegnie wtedy po radę do mamuńki.
    Tak się jakoś składa, że ile razy Halunia bawi się „ź ludzikami“, w saloniku jest za zimno i mama się musi położyć na swoim łóżku w sypialni. Haluni nie przeszkadza to najzupełniej, owszem, woli nawet, żeby ktoś był w pokoju, byleby tylko wcale nie uważał na to, co mówią i robią ludziki. Bo ludziki bardzo nie lubią, żeby się kto do nich wtrącał. Zaraz im się wszystko myli, i już potym nie wiedzą, jak się bawić dalej. Ale mamuńka może zostać, bo tak jest zawsze zajęta robotą albo czytaniem, że nigdy nie wie, co się dokoła niej dzieje. A potym znowu Halunia jest tak zajęta, że także nie wie, co się z mamą dzieje. Nie widzi też, że mamuńka lekko pochyliła się naprzód, śledząc każdy giest, każde drgnienie głosu i wyobraźni ruchliwej maleńkiej postaci. Usta mamy to zginają się w przelotnym uśmiechu, to poruszają się, jakby mama chciała coś powiedzieć. Ale nie mówi nic, patrzy tylko i słucha,