Strona:Zofja Rogoszówna - Pisklęta.djvu/61

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    55

    duszeczkę Marysi i wciska się między szare kudły Burki.
    Burce zwolna zaciężyły powieki, pysk się zawarł, myrdanie ogonem ustało...
    I tak spali sobie wszystko troje, aż dzwon kościelny wydzwonił godzinę południa i Wojciech z Jagną, ukończywszy grabienie siana, przyszli zabrać dzieci na obiad.