Strona:Zofia Bukowiecka - Michałek.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   46   —

a chlipać poczyna, odezwał się do niego przychylnie:
— Nie będę ja zaprzeczał nikomu prawa do wojaczki, bo sam was nauczałem, że chłop porówno z mieszczaninem i szlachcicem matki bronić powinien, ale dzieciuch jeszcze jesteś, to sił na żołnierza nie masz. Stada pilnuj, gdy Szwedzi przyjdą, nie tylko ludzi, ale i koni potrzebować będzie Jan Kazimierz. Dawaj więc pilne baczenie na źrebaki i objeżdżaj co starsze, żeby się między nimi siła zdatnych do wojny okazało.
— A jak będziesz miał na Szweda iść, zawieś na szyi ten szkaplerz, o obraz Matki Boskiej Leżajskiej pocierany — dodał zakonnik, oddając Michałkowi szkaplerz podwójny.
Chłopak padł do nóg obu jegomościom, kiedy się jednak potem w czeladniej izbie podarunkiem przechwalał i opowiadał, jako do bitwy ze Szwedami służyć mu ma szkaplerz, sfukał go Piotr za zarozumiałość:
— Skrzat jesteś, nie parobek, na gębie brzytwy ani mydła nie znasz, a do wojaczki się rwiesz, zwyczajnie, głupi myśli, że wojować tyle znaczy, co kaszy ze skwarkami zjeść. Inne tamte Szwedy, nie takie, jak te, które ci gospodyni na misce podaje — przymawiał stary zakrystyan, aż zawstydzony Michałek łyżkę cisnął, wieczerzy nie dojadł i spać do stajni poszedł.
Tymczasem coraz głośniej rozprawiano w Ru-