Strona:Zofia Bukowiecka - Michałek.djvu/42

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   38   —

czterdziestogodzinne nabożeństwo o uproszenie pomocy Bożej dla Jasnej Góry.
Bito we dzwony od samego świtu, zbiegli się ludzie do kościoła, przypadł i Michałek z pastwiska. Nie baczył na nikogo, nawet tatulowi się nie pokłonił, tylko prosto do kaplicy Matki Boskiej szedł, krzyżem na ziemię padł i szlochał z wielkiego żalu, jako wtedy, kiedy za trumną swojej rodzicielki łzami posadzkę zlewał.
Bo też tak mu było, jakgdyby drugi raz został sierotą. Na pochowku Maryanny cieszył go opiekun, mówiąc, że Najświętsza Panna z nieba na niego spoziera, a tu na ziemi ma matkę-ojczyznę, za którą on, Piotr, jak dobremu synowi przystało, krew swoją pod Kirchholmem przelewał. Więc Michałek ojczyznę kochał, a teraz miałżeby doczekać poterania imienia polskiego, doczekać wstydu, że naród nie potrafił obronić swojej patronki częstochowskiej, która jest i królową korony polskiej?
Sierota od wielkiego żalu głośno jęczeć zaczął:
— Boże, zmiłuj się nade mną, bo nie wytrzymam! Ludzie, ludzie, kto zratuje Najświętszą Panienkę?
A w tej samej chwili ozwał się głos proboszcza, który, jakoby Michałkowi odpowiadając, w te przemówił słowa z ambony:
— Ksiądz Augustyn Kordecki, przeor zakonników częstochowskich, obroni Matkę Naj-