Strona:Ziemia Polska w piesni 068.jpg

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

Gdy go dłoń lekka lekko w sploty włoży.
O, wieś z początku cicha i smętnie wesoła
Leży, jak flet, co w sobie liczne pieśni tłumi,
Lecz weź no ten flet do ust, pocałuj go szczerze,
A dopiero usłyszysz, co on śpiewać umie,
A dopiero on pieśni dla ciebie wybierze:
I będzie ciebie błagał, będzie ciebie prosił
Ażebyś go przy ustach pałających nosił.

Na wsi słowik jest piewcą — on tam nie dba wcale,
Czy go pośród oklasków przyjmą okazale
On, w nocy pod okienkiem siadłszy na kalinie,
Nawet o tem i nie wie, że śpiewa dziewczynie.
On wesół skubie listki wonnego jaśminu,
Bawi się niemi, gęślarz, swobodny — szczęśliwy,
Bo dla niego liść każdy jest liściem wawrzynu.

Na wsi burza przeraża! piorun jest straszliwy,
Gdy wije się po niebie i przegryza chmury:
Lecz w mieście nie dosłyszą słów matki natury,
Którą pokaleczywszy i złożywszy w grobie,
Bawią się, tańczą sobie...

Nie lubię miasta! nie lubię wrzasków,
I hucznych zabaw, i świetnych blasków,
Bo ja chłop jestem — bo moje oczy
Wielmożna świetność kole i mroczy.

Więc — na wieś wrócę; o wsi wesoła!
Ty mię powitasz, kwiatku anioła.

Tak na wieś wrócę, do swoich wrócę —
Sterczące kości napotkam w roli,
I dla tych kości piosnkę zanucę.