Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/236

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


chwila mi coś takiego powiedział, co było tylko dla nas — czego inni nie rozumieli. Powiedziałam tez, że znalazłam wreszcie wśród jego poezji pewne ogniwko, którego mi brakło w łańcuchu, że dotąd natrafiłam na nie raz tylko i to w dramacie. Jej, jak się bałam! — Przecież to wyraźne, że szło mi o miłosne poezje. Odpowiedział, że, jeśli mam odwagę czytać dalej, to natrafię jeszcze nieraz na to „ogniwko“. — Czasem zwracał się do kogoś przy stole siedzących — wówczas ośmielałam się popatrzyć na niego króciutko. Długo nie wolno, by się nie zdradzić przed kimkolwiek. — Tak; trzeba trzymać oczy wciąż spuszczone, bo w nich tam napewno to jest napisane — jak — jak po prostu każdy siwy włos jego jest mi bezgranicznie drogi.

Środa 16/8
W piątek mam z nim mówić — ma to być rodzaj spowiedzi. O, jakżem szczęśliwa! Drżę tylko, żeby deszcz lub coś innego nie przeszkodziło.
O godzinie 5.30 mam się z nim spotkać, a teraz ściemnia się tak szybko, więc czasu będzie brakowało. — Będę musiała pomyśleć sobie jutro co właściwie powiedzieć mi wolno, a czego nie wolno. Ale jakże to trudno będzie trzymać się tej granicy — —
Chwilami myślę jednak, że może niema sensu maskowanie się żadne, bo on i tak wie wszystko napewno. — Powiedział mi wczoraj, że zna mnie już dobrze, bo ja „tak silnie emanuję“ — „to jest niebezpieczne“ odpowiedziałam na to, i naprawdę zimny strach ścisnął mi serce, że on wie już! — A w chwilę potem uczucie radości „a niech wie, niech wie!“
Nieraz w nocy, w czasie godzin bezsennych,