Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— oryginalnego miał pan ojca —
— mędrca, powiedziałem —
Tak to jakoś powiedział twardo i jakby niechętnie, że Oborski poczuł ochotę zatuszowania tego nieuchwytnego nalotu obcości —:
— zdrowie poety — ! —
— dziękuję! — najzaszczytniejszy trud — i godność najwyższa! — Wasze, panowie, zdrowie —
Trzymając kieliszek na wysokości oczu, rzekł Cyprjan —:
— ten niemiecki dwuwiersz, jego treść przestawiłem i zmieniłem, widzicie, dla mnie, chcecie wiedzieć, jest taka sprawa: poezja, rozkwit ziemi, najdalsze wypracowanie świadomości, płeć hormonizująca myśli i uczucia, odkrywczość i twórcza rozkosz, myśl społeczna, przywrócenie sprawiedliwości, rządy w rękach ludzi pracy — oto motory mego życia, elementy istnienia — tak to jest — no, prosit! kochani —
Brzęk dookoła: wieniec czerwonych kieliszków: drugi uwity z pięciu męskich rąk — ramiona jak szprychy łączą te dwie osie z kołem postaci —
— prosit—
I chwila ciszy.
Wino skłania do natchnionego picia.
Maas:
— w szarzyznę naszego życia i, powiem nawet, w smutek jednostajny — wniósł pan, że się tak wyrażę, niepokojący wiew — odrodziliśmy się, odprężyli —
— radujcie się, jeśli tak; poeta zawsze niepokoi, i to jest w nim najcenniejsze —