Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ho i Cyprjan — pracowali wspólnie w stolicy Wandeji polskiej.
Dla Cyprjana były to straszne lata; lata zmory i ucisku; groźne!
Dla ratowania domu, który od dziesiątków lat — stricte od roku 1829-go — nierestaurowany, był właściwie ruiną, ruderą niemieszkalną, przeciekającą setką dziur, próchniejącą i kruszącą się coraz bardziej, dla spłaty długów zaciągniętych w latach, w których żadnego nie było zarobku, a głód przepędzało się zupami kartoflanymi na śniadanie, obiad i kolację, dla zagwarantowania sobie znośnego warsztatu pracy i higieny pisarskiej (— problem niezmiernie ważny! —), która dla niego wyrażała się w koniecznej i stałej potrzebie: zieleni, cienia dużych drzew, rozległego widnokręgu z nieboskłonem wspartym o lasy i wzgórza, czystego chłodnego powietrza i ciszy przewiewnej szumem i rytmem pór roku, oraz dla kilku jeszcze innych przyczyn — wyjechał na „saksy“, zwyczajnie: chłop szukający zarobku; w takich wypadkach nie jest się wybrednym; — wyjechał i związał się na cztery lata z okładem zarobkami w atmosferze duszącej, ogłupiającej, zawstydzającej — wręcz nieuczciwej. To były cięgi życia co się zowie. Lata ostatecznego upadku. Cień takich lat jest długi, jak popiół sypie się na życie późniejsze; zgorycza jadło, skwasza napitek.
Na tle narastającej grozy, potwornych szarpań i ustawicznej negacji, w warunkach tak opacznych i ogłupiających — zapaść się musi wszystko. Kontrowersją nie można ciągnąć długo; na ustawiczne „nie“ można zdechnąć; jeśli się przetrwa to zawsze