Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nowego klimatu — — nie rozumiem tego, lecz stwierdzam, że tak jest; narazić konstatuję — — może — kiedyś — później — —
Znużenie i senność.
Poprzez usypiające ciało w tym medialnym momencie deklarują się myśli jasno i wyraźnie:
— z czarnej nocy, w której przyświecało mi nikłe pełganie tęsknot i marzeń o szczęśliwości ludzkiej, o życiu wszystkich dobrym i równym, niegłodnym i ciepłym, o radości wspólnego budowania zdrowego domostwa, bez strachu, tego obrzydliwego strachu, którym żyje ludzkość od tysięcy lat, przed piekłem za życia i piekłem po śmierci —
— z tej czarnej, obłędnej nocy wychodzę na świt —
— na żywe, słoneczne światło tego wielkiego dnia, który da zwycięstwo udręczonym i pognębionym po wszystkiej ziemi świata —
— jakże łaknę w tej chwili olbrzymich, prometejskich, wyzwolonych ramion — aby jedną rękę podać braciom moim na wschód, a drugą na południe —
— nie zdolą ramiona, lecz zdolą myśli w radosnym hymnie! — myśli i słowo, które jest moim czynem —
— wy, którzy odchodzicie, wy, którzy jesteście w sile tworzenia i wy, którzy nadchodzicie — najlepsi! entuzjaści! — do was nie muszę przemawiać głosem trybun, wy znacie wagę słów! — .
— rzućcie myśli i słowa wasze na szalę sprawiedliwości —
— zdeklarujcie po stronie jedynej racji życia —