Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/094

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jednego — —ale on mi się nie podoba; — teraz dopiero wyraźnie spojrzała w twarz Cyprjana; była blada i wymizerowana; dwie noce bez snu i to wszystko; nie dziwota; zrozumiała i powiedziała:
— a ty jesteś świnia —
— słusznie mówisz, moje dziecko —
— ja zawsze mam szczęście do łajdusów —
— tak jak i ja —
— bezczelny też jesteś —
— nie; miałem na myśli to, że dużo z sobą samym przestaję —
— co robisz dzisiaj w nocy — ? —
— wyjeżdżam —
— szkoda — ten drugi sztrabancel całkiem mi się nie podoba —
— bardzo żałuję —
— obejdzie się! —
Pożegnali się bez zbytniej czułości.
Po ochlapaniu się rześkim napisał dwa listy; jeden do Wisi bardzo czuły i rozkochany; dużo było o „gniazdku“ i „słowiku“ (to był ich żargon erotyczny), dużo też zapewnień miłości i wierności. I to była jego wewnętrzna, autentyczna prawda. Drugi list wysłał za pośrednictwem miłej panny Hanki do ministerstwa „na ręce pana wiceministra, sekretarza stanu“; donosił w nim, że wrócił z urlopu, lecz przeziębił się w drodze i ze dwa dni musi poleżeć w domu.
Późnym wieczorem tego dnia, wyspany i wypoczęty uciekł do hoteliku, a raczej do dzikiego zajazdu na polnych krańcach Pragi. Pracował przez trzydzieści godzin z rzędu. Napisał poemat, który