Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 2 (bez ilustracji).djvu/015

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



Ministerstwo sztuki i kultury było niespotykanym, wspaniałym bałaganem. Snobizm i komizm były jego — ministerstwa i bałaganu elementami zasadniczymi.
Panem Ministrem był wielki smakosz — lepiej będzie: koneser — poezji światowej z końca XIX wieku, znakomity redaktor hiperestetycznego, przez co nieco w linii niespokojnego — mówiło się: secesyjnego, pisma; świetny tłumacz Maeterlincka, Zeyera i stu pięćdziesięciu sześciu (i pół) poetów z nad Sekwany, Tamizy, Rodanu, Dunaju, Tybru i innych pomniejszych dopływów Wisły; znawca miniatur, prerafaelitów, malarstwa Moreau, Hokusaja, Utamary i t. p. — bojownik w imię hasła „sztuka dla sztuki“. Olbrzym zwalisty, nogi, ręce duże — siwa bródka i wąs po lewej stronie żółty od cygar; niegdyś łysy porósł z latami w kunsztowną i precyzyjną „pożyczkę“, to znaczy w zapożyczone z nad karku (morowy miał ten kark), długo i pieczołowicie hodowane włosy, które jakąś tajemną tynkturą trzymały się ciemienia i skroni. Pomimo wielce męskiej, zażywnej, grubo-