Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/386

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Posmutniał nagle.
Ogarnął go gwałtowny, nieznośny lęk i nic cierpliwa nostalgia za domem, jesionami starymi przed oknem, za tym kęsem krajobrazu, który był od lat tłem jego wszystkich myśli i prac, za owalnym biurkiem, za ciszą, którą obrósł dom jak mchem.
A ten cytat? — tak przecież rzekł w obronie swej Sokrates — i nie obronił się; został skazany na śmierć w roku trzysta dziewięćdziesiątym dziewiątym przed narodzeniem Chrystusa, a czterysta trzydziestym drugim przed skazaniem Chrystusa na śmierć — — a może to wszystko dopiero dziać się będzie w dwutysięcznym trzysta dziewięćdziesiątym roku antychrystowej ery? — a może po prostu w tysiąc dziewięćset trzydziestym szóstym roku? — w tym roku — ? — —
Usiadł na łóżku.
Notatnik — nie, to właściwie nie notatnik, lecz kalendarz czerwono oprawny; ma taki zwyczaj wpisywania w kalendarze kieszonkowe myśli, pomysłów, cytat obok adresów i co tam załatwić pilnego.
— dziękuję, uciszyły się jednak bóle —
Taki moment „kliszowy“, wyświetlenie nagłe — a wtedy zwraca pamięć najdokładniej, z nużącą skrupulatnością i rachunkową pedanterią zdarzenie nie wiele skąd inąd znaczące.
W tej chwili widzi tę stronicę „Dzienniczka kieszonkowego na rok 1936 z taryfą pocztową“ —
Momenty kliszowe zdarzają się najczęściej po wytężającym pisaniu; więc w tej chwili cały seans pamięciowy wyłania się bez wyraźnego bodźca; chyba ten niepokój nieokreślony.