Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/356

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


doczekania się... tak teraz chcę aby się myśl moja wokół ciebie oplotła — — poezja, jakże ci to inaczej powiem? — to ciężka orka, trudna robota — i znachodzenie ciągłe i ciągłe naprzód — — bez pierwiastka erofilnego nie ujadę — to właściwie jedno i tosamo, ależ tak, to jedno i to samo — barwy kwiatów, motyli, śpiew ptaków, no wogóle, przecież to jasne — rozumiesz?
Nie rozumiała nic; tyle tylko, że trzeba przytaknąć — więc — :
— tak —
— no to dobrze, dziękuję ci —
Rozpoczął się okres dokrzty zdziwaczały. Nastawienie psychiczne kierowało się kompasem ku biegunowi mrocznemu, ku poezjom co się zowie pesymistycznym; świadomość osiągnęła najniższą depresję; taedium vitae całkowite. Prądy i wiry napowietrzne takie były; tak też ziemia drżała pod nogami; i w nozdrzach przeciągłe spalenizny i oprzęd zgliszcz; na języku smak krwi. Otóż to: przekłady z ostatnich łazarzowych poezji największego liryka świata Heinego — i własne utwory pod psią gwiazdą zrodzone trupiszydła stwierdzające: —

— wszystko będzie tak samo,
nic się nie zmieni zgoła —
trochę powagi w twarzy
i krwi trochę u czoła —,


wreszcie obrabianie kęsa nowizny w piśmie poświęconym zagadnieniom nowej sztuki; począł w nim drukować utwory: forma rozbita, pokawałkowana, szrapnelowa, zaznaczająca tylko aluzyjnie, wymyśl-