Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/337

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wano, jo za ciebie bede świecił gałami przed oberlajtnantem! jo ci pokoże —
Fantasta, kapral Kuś, był zły w skali czterech do pięciu „damskich“.
Jeszcze z pięćdziesięciu chłopa przed Cyprjanem — bo on z trzeciego cugu, tego co ostatni fasuje.
Teraz — prędko — bo będzie za późno! —
Na prawo przy magazynie jest mały zagajnik wiklinowy; kamienie, osty, pokrzywy — a potem zarwa piaszczysta ku strumykowi; — pusto tam — nikogo — — byle się wysunąć sprawnie ku tym wiklinom.
Scyzor jest — ostry, taki baryłko waty, szwecki, stal prima! — zęby zacisnąć; co tam, musi się! — najpierw gałąź uciąć, potem byłoby trudno; ta gałąź to potrzebna; konieczna. — Łokieć zeprzeć o rozwidlenie grubej wikliny, żeby oparcie było, żeby silniej! — Teraz więc — — przez wskazujący palec i środkowy prawej ręki — ile siły — chrast! — przez skórę, ciało, ścięgna — aż zgrzytnęło na kości; to było nieznośne; już; — owinąć chustką — kijek w lewej; zrobione; minut dwie, trzy wszystkiego.
— Cyprjon Fałun — tyz sie cholero nazywos! cie pieron z takim nazwiskiem —
— hier —
— bier se swój gwer, a pamiętoj... co zaś psiakrew? — co się tu świnio z telom krwiom garnieś — ? —
— na trzepanie — kazali — zaciąłem się —
— ze na trzepanie śtrozoka, pokos — aleś się tyz uślachcił, pierona, fuj —