Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/208

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


gami; północ, a on nic tylko mitingi! — Zmęczony jestem, prawie cały dzień łaziłem — pierwszy raz tak długo —
— pan niema drygu społecznego —
— emhy smykałki do tego niemam, ot co; — a teraz spać; pan z mitingem; gratuluję; a niech panu cicho klaszczą, bo mnie jeszcze pański sen wystraszy —
Wyciszył się społecznik; Włodek Kusz natomiast nie; za dużo widać zjadł tej awanturki i popuszczał tyralierką na wrogie pozycje półmroku; zdrowo popuszczał; będzie też tu powietrze rano; serwus; jak na uczniowskich stancjach. — — —

Ta książka! — o czym przed chwilą z Neringiem; no pewnie; gwałtowna, ostra, „szargająca świętości narodowe“ — każda dobra książka to robi — ta „świętość“ bowiem to zawsze marazm, skostnienie, truchło tradycji; wiadomo; elementem dobrej książki, jednym z elementów jest wysmaganie przeszłości, dezawuacja zakłamań — —
Ale mnie tu co innego — uświadamia sobie Cyprjan — oto tu znów — i zawsze znajdę się na tym miejscu! — czemuż myśli boją się pomyśleć? — do jasnej cholery! czemuż się boją?! — trzeba, trzeba to powiedzieć, odrazu powiedzieć: Mila! — ona niby sama nic; ale jej obecność jest we wszystkim co się wtedy pisało, w okresie tej książki diabelskiej, w okrążeniu jej ze wszystkich stron, w eksplozji dialogów, w fermentacji nieustannej — to wszystko: rezultat elementu hormonizacyjnego Mili; niezawodnie; to nieustanne jej...