Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jeszcze sprawdził czy i tu drzwi należycie zamknięte; klucze zabrał ze sobą na ten głupi barłóg.
Długo w noc słyszał pochlipywania, pociągania nosem i chrupanie cukierków.

Nie zauważył nawet kiedy Nering wrócił z miasta; a kiedy wyszedł — ? —
Światła nie zaświecał.
Udał, że śpi.
Zresztą: jasno — jak wtedy — i dziś —

Piękna, pogodna, księżycowa to była noc; owego maja; około północy przechodzili — Cypijan i Marysia — wzdłuż muru parku dworskiego — w Klonówce — tutaj biegnie kolisto ta najpiękniejsza z życiowych dróg; co tu dużo gadać; tęskno i już; pochlipać by się chciało z tobą, Marysiu, i pociągnąć swojsko nosem — i te cukierki — nie ma już takich cukierków na świecie — ; — trzydzieści lat temu? — dwadzieścia dziewięć —
Z Klonówki do Dąbrówki trzeba iść pieszo, można furką; lecz jak nie ma furki no to pieszo; kawał drogi, z dziesięć kilometrów — ale to nic, we troje z miłością to blisko, łatwo i za blisko, pewnie, że za blisko! — gdyby takie drogi, przejście ich — trwało pięćdziesiąt lat — wszystkie t e problemy wzięłyby w łeb.
Poprzedziły ten wyjazd wielogodzinne rozmowy; Cyprjan (nazajutrz) ugotował śniadanie na primusie — Marysi wstać nie było wolno — to bicie i to wszystko — a potem długie męczenie wzajemne; — albo tak, albo tak — albo rzucić wszystko