Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


widać tylko rozkudlone zwichrzenie — — ale ten kolor włosów! ten kolor zdradził pierwej niż wszystka inne — przecież tego jej wszystkiego innego nigdy nie widział —
— Maryś — co ty tu robisz —
Cisza.
Krzyknął — :
— wstawaj! —

Natychmiast wstała posłusznie, smukła, kształtna — piersi, z tych nieco obwisających lecz z wysoko zmalinioną sutką, drżą przy każdym ruchu — brzuch młody, zwarty, z płynnym zaklęśnięciem ku włosom łonowym — — piękna!
Lecz teraz już w ogóle wszystko jest inaczej! — słychać szamocące dobijanie do drzwi; nie ma co udawać! sprawa jest prosta i jasna —
— zaczekaj tam psiakrew —
Nagły gniew zalewa mózg. Wszelkie panowanie taje jak grudka lodu na czerwonej blasze; z tej czerwoności odblask złowrogi na oczy się kładzie kolistymi plamami wciąż napływającymi — dokoła wszystko jest nazbyt, nieprzyjemnie czerwone; mgłą się i giną przedmioty — tylko te plamy —
— pocoś tu przyszła! — nago — z chłopem! —
Wyrżnął dłonią w tę śliczną, szczupłą pod wzburzoną wiechą włosów twarz — mocno — chciała coś powiedzieć — a było to jak niezdarny uśmiech — i raz jeszcze na odlew —
— ty — ty — a ja — czemu — ty —
Płacz. Cała nagość jeden płacz; jak fontanna runęła w dół, zwiśnięta, nikła garść drżącego ciała —