Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— a cóż tam spodnie? będzie je pan znów pod kranem szczoteczka do zębów — — hiiii —
Tadeusz nie zareagował; a uśmiech to już miał przedtem na gębie — szeroki, wybaczający; już się z nim urodził; znamię takie.
Bez wstępu zaczął mówić:
— wprawiają szyby we wszystkich sklepach, albo łatają — takie duże koła, wie pan, z dychty. — Grosza panu przyniosłem — proszę (— położył w nogach łóżka na tym kocu co to Wisia; spory album) — te zajścia montują front jak wszyscy diabli — robotnicy, zewsząd akces — widziałem kilku działaczy, mówiłem z nimi; — a co pan? —
— ja? — stąd z łóżka szpitalnego? — to jedno mogę powiedzieć, że zaczęło się, to pewne; długo tłumione wybuchło; — lękam się czy taktycznie wszystko dopisze, to już przecież dziś wiedza; bez niej szkoda każdej kropli krwi —
— zaczęło się, to pewne —; — dziś kolportują masami ulotki; i wiersze takie — jeden nawet mam — Wyszukał w kieszeni zmięty i naddarty różowy arkusik; podał Cyprianowi —:
— proszę niech pan przeczyta —
Czyta: (— tytuł —) „DATA“ —:

Zaczęło się w marcu;
ślepy, głuchy szyb —
ulica
złowroga — okna bez szyb

W zielonej ciszy wielooklennych sal:
strzelać! — i nawet głos nie drży —
i : pal!