Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/093

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tomnieje — i już wydobywa na zbawczą powierzchnię sensu —
I znów zdziwienie (nawrotne), że się to tak późno zaczęło, to oczekiwanie, przejrzenie — no, tamto! — ale to nic; samemu trzeba wszystko zdobyć, wszystkiego samemu doznać — jeśli to „wszystko“ ma się stać prawdą, wiarą, wiedzą — i — jeśli elementy irracjonalne, pozaegoistyczne mają żywić wolę, wywierać wpływ, działać. Tylko ta myśl może pobudzić chemię mózgów i rytm pulsu masowego przyspieszyć, która dojrzała na ogniu wewnętrznego zmagania się, na ruszcie własnego cierpienia i własnej, w sobie zdobytej pewności więc i radości; tylko to owocuje, tylko to żywi.
W zapadający mrok pokoju, dokoła którego rozłożyło się na obcych łóżkach cierpienie ludzkie i konanie — przepłynął falami myśli żaglowy, chropowaty dźwięk — : — Maura — : hasło, kierunek — element nowy.
Maura! — jest w tej chwili u siebie wieczorną godziną... „małe, sklepione są moje komnatki, lecz twoją, o Cyr, wielkością powiększą się i zolbrzymieją; staną się całym światem — całą ziemią z morzami i lądami, z wschodami i zachodami“ — jest więc u siebie, wydychuje czad całego pracowitego dnia — przecież tam olbrzymie przygotowania — brał w nich częściowo udział w ubiegłym roku — potem przerwa, choroba — — — Teraz Maura staje w oknie — w tym — tu na północny wschód zwróconym, tu, w tę stronę stoi i zaczyna się nachwiewać, przykłada dłonie do czoła wnętrzem na zewnątrz — i nuci przeciągle dawną pieśń — muzeyńsko, minaretowo — na