Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/086

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


strony — z wszystkimi wadami, cudactwami, małościami, tchórzliwością, neurastenika, chorego, często obrzydliwego, nieznośnego, nieskrępowanego (— to właśnie ta obrzydliwość —), wyzbywającego się prawem kaduka wszelkiej dyscypliny — że to zna, że znosi, cierpi, pomija — to obowiązuje, wiąże, uniezbędnia; trzeba sobie to umieć powiedzieć!
I dzieci! — to jest poza wszelką dyskusją. Są. To wszystko. — Owszem, owszem —: dziecko powinno być rezultatem ważnej, obowiązującej decyzji dwojga ludzi — decyzji wiążącej obie strony bezwzględnie; niezależnie od popędu płciowego; jedno i drugie niezależnie: decyzja i jej wiążące skutki. Popęd płciowy, rodzicielstwo — to zgoła rozbieżne sprawy, to są dwa aspekty życia — coraz bardziej rozbieżne i oddalające się od siebie — ten podział czy rozdział będzie się z roku na roku pogłębiał aż po przyszłą, zupełną dwutorowość — jeden (aspekt) to — unieśmiertelnianie się przez komórkę — takby to można nazwać, pospolite zachowanie gatunku, drugi to element twórczy: hormonizująca, energetyczna rozkosz; tamto więc dotyczy zbiorowości, to osobowości. — Po dziś z nikłymi wyjątkami, które jeszcze wogóle w rachubę nie wchodzą — dzieci są rezultatem bezmyślnej obłapki. Witane też są z niechęliwością i jakoby ze zdziwieniem — i są zawsze od zarania niezamierzonym zbytkiem, przeważnie zbędnością. Ileż to razy się słyszy: nacóż nam to było potrzebne? ach! żeby już umarło, to byłoby najlepiej! — to są dna potworności — a jest tych den tyle ile rodzin; sporo więc. — Miłość rodzicielska jest rytualnym wmówieniem, ohydnym zakłamaniem; świństwem i fałszem;