Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/072

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


wychodne. — Poco właściwie? — i zawcześnie! — Telegram! — gdy jeszcze trzy tygodnie — tyle czasu! — Lecz pisać się nie chce; i te dni... właśnie, te dni... od dziś: muzom i sobie. — Zresztą! — to wysyłanie telegramu ma też ten nieprzyjemny imperatyw przymusu, działania półświadomego a półmechanicznego; — ileż to razy w życiu! Ciągle!! — Zawsze i we wszystkim. Czyżby podszept instynktu? przewidziana nieprzewidzianość?...
Kleik mdły; — Wisia przyjdzie o trzeciej; — dwa jajka na surowo — wypija się wprawnie — dwie dziurki naprzestrzał; — nudne jadło, bez soli; — ostatecznie wolno już siadać — to też coś znaczy — odleżyna nieco dolega — można wytrzymać...
Nagle załomotało serce: Mila! — To jest to tło wszelkich myśli i snów: dno najgłębsze! — miłość ponad miłościami! — i to dręczy — to boli — to dolega, diablo dolega — przeto tak się to chytrze, tak podle, tak perfidnie oddala, wtłacza pod sto warstw myśli, w ostatnie złoże geologiczne — byle nie wiedzieć, nie wiedzieć, nie przeczuwać! — podle! Tchórzliwie! — I żeby nie dziś, żeby tylko nie dziś, jeden dzień choć utargować, odsunąć alarm bankructwa! — jutro, jutro — pojutrze! — to i tak jest niedorozwikłania — i to jest nie-u-ni-knio-ne...
Sucharek po tych jajkach — lepi się w ustach — zerzygać się można;... południe, no to Maura jeszcze w biurze — pisze, że do piętnastej codziennie w biurze;... w domu rozpoczęta powieść — jest też coś tych wierszy, trzebaby to posegregować;... jeszcze pire ziemniaczane z masłem świeżym — jakieś tam przetopione, czy wysmażone — ani mowy! — i to pire to