Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/057

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wpatrzył się Cyprjan w tę płonącą gwiazdę — urzekła go — zahipnotyzowała — wzrok nieruchomieje, powieki się nie mrużą — gwiaździste jądro wsysa w siebie wszystkie przedmioty — pokój cały — zapełnia sobą wszelką przestrzeń — ono jedno tylko jest: wszechświatem i bezczasem.
— i ta błogosławiona różnorodność, rozmaitość pieszczot — wielostrunny instrument — z każdą jest ta gra i skala nut inna, nowa, niespotykana — a zawsze upajająca! — I doprawdy niema w tym ani krzty nieprawdy, gdy się mówi: jedyna! pierwszy raz tak miłuję, pierwszy raz jest tak, jeszcze nigdy tak nie było! — nic tu też z przesady; — to najautentyczniejsza prawda; bo każda „ona“ jest odkryciem nowego lądu, nowych dziejów, nowych praw — a któż prócz zasiedzeńców, nierozwojowców, zesłańców nie chciałby być odkrywcą — żywym, ciekawym, prężnym, chłonnym, wielkim odkrywcą? — miłosnym konkwistadorem! — wtedy też każdy nowy ląd jest, w tym wymiarze, pierwszym i jedynym. Etapy rozwoju człowieka znaczą się kobiecościami; napływ energetyczny wyzwala się pieszczotami — jak tarcie powołuje elektryczność; taki (a nie inny!) jest somatyczny aparat organizmu ludzkiego; poczucie i odczucie tych różnorodności jest miernikiem dla wzrostu świadomości —


W tej chwili żywy ruch na korytarzu. Przyblakła — choć i tak zawsze blada jak wymoczek — pielęgniarka anonsuje w drzwiach:
— profesor idzie —