Strona:Zegadłowicz Emil - Motory tom 1 (bez ilustracji).djvu/016

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rzyć. — Lecz czy to wszystko właściwie Grecja? — chyba nie; — raczej to:
— ostatni nikły promień na marmurze kona, zatrzymał grot swój drżący na świątyni dłużej i zda się kuć na fryzie dystychy Byrona —
Na Zeusa! — to było piękne — Kefalonia! Missolunghi! — i owo przepłynięcie w stylu klasycznym wodnej trasy Hero — Leander; poeta, kuternoga — a jednak! — Byron: niedonoszony Faun z jedną capią nogą!
A w głąb? —: obrona Sokratesa:
— Sokrates fesin adikein tous te neous diaftheironta kai theus, hous he polis nomidzei, ou nomidzonta, hetera de daimonia kaina —
gorszyciel kochany! mistrz akuszerii myślowej! — i: pochwalona bądź Ksantypo! — gdyby nie twe, ciągle przez męża prowokowane, kostyczne usposobienie — siedziałby stary pod sandałem i nie zechciałoby mu się wałęsać bezrobotnie po rynku i spędzać noce na bardzo podejrzanych ucztach. — Dodajmy do tego, że był Sokrates zawiedzionym w swych ambicjach artystą — a będziemy na tropie: jak powstaje krytyk; — oczywiście, bez wrodzonego seksapilu mowy by nie było o zawrotnej karierze tego brzydala — bo to i Plato i zazdrosny o swego mistrza, donżuański Alcybiades — i wogóle! — Też miał pomysł, ten Alcybiades, z tym odłupywaniem dziarskich znamion męskości posągom świętego Priapa! — nic dziwnego, że już po upływie nocy wszystkie kobiety Aten z przedmieściami, wsiami i przysiółkami miał przeciwko sobie; a wiadomo, bez kobiet nic się zrobić nie da, można wbrew — lecz bez? ani mowy! —