Przejdź do zawartości

Strona:Zegadłowicz Emil - Ballada o świątkarzu.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

— kozikiem snów załomy powierza lipinie
świątkarz smętny radością zapodzianą w czynie — —
— a przed nim leżą świątki dopiero obrobne
koślawe nieruchome — do niego podobne —
łby graniate jak jego — wyłupiaste oczy
kropla w kroplę — on cały — wowrowi kumotrzy —

trzyma se kolanami biały kloc lipowy
i tnie kozikiem walnie — będzie Panbóg nowy —
— lecą wióra okrajki — ostaje się ciało
które widać już przedtem w drzewie kształt swój miało
a w ciele duch się krzesi taką koniecznością
jaką gwiazdy się rodzą skróś i pod wiecznością —

Wowro rzeźbi —

snycerz bogów, beskidzki Wowro powsinoga
z kloca uzdajanego rzeźbi swego Boga
smutnego beznadzieją jak wowrowe życie
zawstydzonego sobą w tym bycie-niebycie —
lutościwego wielce — — bo ten co go boli
razdwa się z bolejącym przyjaźnią zespoli
w wspólnocie dróg —

wowrowy rodzi się BÓG —

BÓG prawdziwszy od wszystkich
i od tych w kościele
i od tych wysławianych