Strona:Zbigniew Uniłowski - Wspólny pokój.djvu/221

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    tak męczę, jak idę po schodach, albo w nocy to mi tak nieraz duszno. Mnie wojsko trochę podleczyło, ale teraz znowuż.
    — Męczy się pan z powodu tuszy, a co do duszności, to tutaj każdemu jest duszno, a zwłaszcza w nocy.
    — Akurat jak ja jestem tłusty, nalany jestem i tyle. Mam bardzo delikatną budowę. Wrażliwy taki jestem.
    Zygmunt oderwał wzrok od książki.
    — Okropnie... ty byku. On jest wrażliwy, ale na kawał boczku. Delikatny... bizun, psiakrew.
    — Co ty tam wiesz. Sameś zdrów jak koń, to myślisz, że i wszyscy. Żeby ci tak zaszumiało w głowie albo zakłuło w piersiach, tobyś wiedział dopiero co to znaczy wrażliwość. Mój ojciec umarł na nerwy.
    — Zdenerwował się, że mu jałówka zdechła, — wykrzyknął przez ścianę Edward.
    — Siedź tam cicho, Edward, bo baty dostaniesz — wykrzyknął Zygmunt.
    Józef wrócił z dołu i zażądał jajek. Wtedy Bednarczyk przerwał rozmowę z Lucjanem, wyciągnął kluczyk z kieszeni i otworzył mały, drewniany kuferek, w którym mieściły się wiktuały. Odliczył jajka i wręczył je Józefowi, mówiąc:
    — A nie zbij pan z jednego.
    — Wszystkie będą rozbite... hehe... frajer z pana, brak panu orjentacji.
    Bednarczyk wziął się znowuż do pisania. Tym-