Strona:Zbigniew Uniłowski - Pamiętnik morski.djvu/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


cebulę i w milczeniu słuchał mowy, której nierozumiał. Wreszcie dał Iwaszce pudełko zapałek. Iwaszko, wściekły, pyrgnął temi zapałkami w cebulę i odszedł. Panu De wpadło pod biurko wieczne pióro, ukląkł ze świecą w ręku, aby go poszukać, okręt się przechylił, i pan De opalił sobie prawą brew. Kiedy ją sobie potarł, wszystko się wykruszyło i pan De wyglądał dziwnie, jak źle ucharakteryzowany aktor. Długo stał w lustrze, ale brew nie odrastała. Pióro ja znalazłem, ale było pęknięte i przez tę rysę przeciekał atrament. Wszyscy jacyś podenerwowani. Marynarzowi reparującemu brezent złamała się igła, i jej koniec gdzieś mu zginął w palcu. Dwaj koledzy wydobywali mu ją, wreszcie zawołali kapitana, ten lancetem przekrajał palec i wyjął obce ciało. Serja awantur. Koty bez humoru, zapatrzone gdzieś skwaśniałemi oczkami. Zginęła nam także karta — walet karo, szukaliśmy go dość długo, i wreszcie okazało się, że był w talji. Czas wstrętny, otaczają nas jakieś wilgotne brudy. Czuję się tak jakbym zjadł mnóstwo waty, brak apetytu i ospałość — stan dziwny. Wy-