Strona:Zbigniew Uniłowski - Pamiętnik morski.djvu/77

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mogę się dogadać, ale mijając ich podczas spacerów, przyglądając się ich mimice, domyślam się, który drań a który porządny i pracowity. Gdybym się mógł z nimi porozumieć, napewno miałbym wspaniałych towarzyszy, którzy mogliby mi wiele ciekawego powiedzieć. Z kotami nie mają oni bliższego kontaktu, w przejściu tylko mogą się na nie popatrzyć i pobawić. Ale to co wyprawiają ci, którzy mają wolny czas, z małą suczką, chyba świadczy o najżywszej przyjaźni i tkliwości. Kiedy marynarze leżą na brezencie, suczka spaceruje sobie po nich i jeśli nawet zbudzi zmęczonego chłopaka, zawsze spotka się z pieszczotą. Traktowana jest tu jak coś cennego, czego wszyscy pilnują. Nigdy nie zauważyłem, aby marynarze zabawiali się bez tej psiny. Jeśli który idzie do nas nagórę, na śródokręcie, suczka odprowadza go do schodków, i skomląc odchodzi. Podobno dostała kiedyś baty od kapitana. U nas króluje Pessi ze swemi kociakami. Ale Pessi jest wiecznie zaaferowana, poluje widać, bo spotyka się ją wyłażącą z jakichś czeluści. U balustrady zwisają liny, przytrzymujące schod-