Strona:Zbigniew Uniłowski - Człowiek w oknie.pdf/246

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ganek znana nam już synowa staruszka Amilkara i objąwszy szybkiem spojrzeniem sytuację, podbiegła do eleganckiego pana.
— Ojciec, — nasz kochany ojciec, poczciwy ojciec — wrócił, nie zapomniał — wrócił do swoich dzieci. — Och! — Najświętsza panno — jaka ja jestem szczęśliwa, — ot, tu — tatusieńku, — proszę tylko aby ostrożnie.
Rzeczywiście był to staruszek Amilkar; — spojrzał jednem okiem przez monokl i powiedział: — wstąpiłem tutaj po drodze, aby zabrać swoją starą pamiątkową — wiesz o czem mówię — tabakierkę. Co obiad? nie, nie mam czasu, — muszę się przygotować, ponieważ za parę dni wyjeżdżam do Ameryki. Przynieś mi, dziecinko, tę tabakierkę, a ja tutaj poczekam i popatrzę.