Strona:Zbigniew Uniłowski - Człowiek w oknie.pdf/245

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nie pan odpowiednią rolę. No tak, — podpiszemy kontrakt — czego pan tak się zasępił — będzie pan zarabiał masę pieniędzy. — Cóż, roześmiejże się pan i proszę się przygotować do podróży, — będziemy tutaj wieczorem. — Szkoda czasu na gadanie.
Filmowcy zostawili osłupiałego staruszka Amilkara na podwórzu, tak jak stał, z siekierą w dłoni i odjechali, zostawiając za sobą tuman kurzu.
Nie będziemy tutaj opisywali szczegółów, związanych z wyjazdem staruszka Amilkara do wielkiego miasta, na nowe życie. Wyjeżdżał w każdym bądź razie półprzytomny, odprowadzany uszczęśliwionem spojrzeniem synowej i zajadłem szczekaniem czarnego, pokracznego psa Ptifurka.
Tak więc został aktorem filmowym nasz staruszek Amilkar. — Zdjęcia trwały parę tygodni i przez cały ten czas, śmiało to rzec możemy, staruszek Amilkar robił wszystko, co mu kazano, w stanie półprzytomnym: — grał rolę półdzikiego trampa, dosiadał ognistego rumaka i palił fajkę pokoju z Indjanami. Wreszcie film ukończono i po paromiesięcznym triumfalnym pochodzie po różnych miastach, widzę taką scenę:
Właśnie Kleopatja była zajęta zamiataniem zeschłych jesiennych liści z podwórza, gdy wspaniała limuzyna zaturkotała wpobliżu, zatrzymała się i wysiadł z niej elegancki, czerstwy starzec, z monoklem w oku. Kleopatja krzyknęła okropnie i uciekła do kuchni. Na krzyk ten wyszła na