Ta strona została uwierzytelniona.
Policjant zbliżył się jeszcze, zsunął czapkę z czoła i wyjął ręce z kieszeni.
— Dałbyś pan raz spróbować.
— Ca?
— Strzelić raz!
— Nie.
Policjant odwrócił się i odszedł wolno. Ale zaraz przyśpieszył kroku, bowiem ujrzał chłopców, strząsających kamieniami morwy z drzew. Dziatwa ze szkółki południowej miała przerwę w lekcjach, a drzewa rosły obok szkoły.
Prrach... prrach.