Strona:Zbigniew Uniłowski - Człowiek w oknie.pdf/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

— Nie mam już czasu.
Poczęto pić i żegnać się z przyjacielem; całowano go i pocieszano. — Surogat zaczął mówić o życiu pozagrobowem i dał mu dziesięć procent rabatu na trumnie. Ejlepel z Kaszlem grali w „Oko“, a Plus w dalszym ciągu jadł.
Kiedy Idzi pisał testament, odezwała się żona Ejlepela, która przez cały czas siedziała w kącie pokoju i czytała sprośnego Aretina.
— Czy koniecznie musi się pan zastrzelić? — Nie lepiej to żyć?!
Idzi miał minę bardzo zafrasowaną.
Ejlepelowa podeszła do Idziego i delikatnie usiadła mu na kolanach.
— Właściwie dlaczego ma pan zamiar popełnić samobójstwo?
— Bo ja wiem, moja pani!
A po paru godzinach:
— Wiecie, panowie — rozmyśliłem się, — Symforjan — prawdę mówiąc — nie jest wart krwi mojej i — wiecie — życia mego. Przecież przez niego o mało, o mało nie popełniłem samobójstwa, a tak ożenię się z Gizią. — Tak, ten Symforjan, to drań.
I długo jeszcze Idzi opowiadał przyjaciołom o perfidnych sztuczkach Symforjana.