Strona:Zbigniew Uniłowski - Żyto w dżungli.djvu/279

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przymkniętej wendy zobaczyłem przyklejony papier z napisem: „Dzieciom nie wolno uprawiać żadnych gier ani zabaw“. Dalej, na parkanie widniał inny napis: „Mieszkańcom zabrania się urządzania balów i wyścigów“. Zaintrygowany, podjechałem do starszego Sawczuka i spytałem go, co to wszystko znaczy?
— To miasteczko nazywa się Maryland. Jakiś bogaty Anglik zakupił te wszystkie co pan widzi tereny, na własny koszt pobudował to całe miasteczko i pozwala je zamieszkiwać tylko tym ludziom, którzy będą trzy razy w tygodniu chodzić do kościoła i podporządkują się tym przepisom, co je pan wyczytał. Każdy ma prawo uprawiać trochę wydzielonej mu ziemi, kaszasy ani pingi wogóle nie wyrabiają... i tak sobie żyją, jak bydlęta w niewoli.
Zapuściliśmy się spowrotem w las, minęliśmy kilka spalenisk po rosach, jakieś nagie drzewo zamajaczyło posępnym, wapiennym szkieletem. Droga na krótko zepsuła się, znów otoczyły nas: mrok, gęstwa i parność. Kiedy wynurzyliśmy się z tej łaźni, znów ukazał się tchnący majestatyczną ciszą bór, słońce nieśmiałemi pasmami przenikało poprzez górną gęstwę i kładło się na pnie i pogmatwane zawilce. Odzywały się ptaki, ale jakoś ciszej i rzadziej. Przyglądając się szalonej obfitości i w bolesnych skrętach porastającej podnóża pniów roślinności, jakimś rozczapierzonym korzeniom, napół przełamanym drzewom, przegniłym pniom obrosłym wściekłą bujnością, doświadczałem wrażenia, że znajduję się w jakiejś wielkiej rupieciarni przyrody, że wszystko co martwe i niedoużytku zostało jakąś potężną dłonią zwalone między rozpasaną żywotność i zatrzęsienie łodyg, pnączy, kwiatów i paproci. Na zgniliźnie porastało nowe życie, wszystko zdawało się rozpychać i brutalnie piąć ku górze w milczącym wrzasku i tłoku, porastając poprzez siebie, depcąc słabszych, starając się wyścibić ku słońcu i ku górze choćby jakiś pąk, jedną gałązkę. I wszystko to zdawało się pocić, wydzielało skondensowaną woń przypływającą do nozdrzy w różnych odcieniach, często