Strona:Zacharjasiewicz - Poseł-męczennik, Wilkońska - Sto lat dobiega.djvu/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
Ta strona została przepisana.
77
Sto lat dobiega.

Wszyscy poruszyli się przerażeni.
— Więc to jest prawda?! zawołał głosem ochrypłym, złamanym — prawda! prawda... że Polskę rozerwali na ćwierci?! Szatani zdrajcy!
— Prawda, straszna prawda, mój synu! jęknął stary ojciec.
Jerzy załamane dłonie do czoła przycisnął.
— Polska rozćwiartowana! Bogdan skuloną pięścią uderzył się w głowę — zagrabiona, niewolnica!... Zniknie w otchłani, wtrącona piekieł przemocą i zdradą!... pobladł więcej jeszcze, posiniał, i drżał konwulsyjnie. Zwyciężyła zdrada!... Ohydna potęga górę wzięła!... Wyrodni zaprzedali lud wierny... O Boże, gdzie jesteś? Boże! i taką ścierpiałeś zbrodnię!... Dozwoliłeś lud sobie wierny zagarnąć, zbezcześcić!... Boże, czy sprawiedliwym jesteś?... Boże, czy jesteś?! zaśmiał się nagle straszno, przerażająco, niby włosy na jego powstały głowie i obłąkanym w około potoczył wrzokiem. — Polska rozćwiertowana, Polska wierna swojemu Bogu i ludom... Bóg sprawiedliwy takiej niedopuściłby zbrodni! wyrzucił z przepełnionej rozpaczą piersi — Polska na łup rzucona... Wolność i wiara! zaśmiał się znowu, straszniej jeszcze, okropnie.
Wszyscy na śmiech ten zdrętwieli. Hanna poskoczyła ku niemu.
— Bóg nas doświadcza tylko! złożone ku niemu wyciągnęła dłonie. Bóg jest wielkim i sprawiedliwym! Bóg miłościwym jest ojcem!
— Ha rozwarł oczy szeroko, straszno — Boga niemasz!... Tylko szatani!
— Bodziu! chciała objąć go za szyję.