Strona:Zacharjasiewicz - Poseł-męczennik, Wilkońska - Sto lat dobiega.djvu/75

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
71
Sto lat dobiega.

Hanna porwała się od okna, do żywego przerażona. Porucznik sieć z ręki wypuścił. Jeden tylko pan domu zwykły spokój powagi zachował, lubo że usta jego ściągnęły się cierpieniem.
— No i cóż nas spotkało? zapytał.
— Polska rozćwiertowana! jęknął starzec — kapłan.
— Więc szatańskie stało się dzieło!... Zdrada plon odniosła! rotmistrz w dłoniach twarz ukrył.
— Sejm podpisał frymarkę?
— Podpisał: pod laską marszałkowską zdrajcy Ponińskiego, przeklętej na zawsze pamięci!... Polska rozćwiertowana!...
— Boże! chorąży ręce załamał.
Hanna na kolana upadła, zalewając się łzami. Porucznik siedział osłupiały, jak gdyby skamieniał.
— Mam oto list! mówił kapłan dalej — sprzedajność dokonała zdrady na hańbę i sromotę wieku! Wraży sąsiedzi, czyhający oddawna na zagrabienie kraju, podstępem i niemem przekupstwem zagarniają część trzecią nieszczęśliwej Polski, a ponad resztą zawiśnie żelazne berło Katarzyny!... Pod Częstochową strzały konfederatów umilkły. Kazimierz Pułaski, najwaleczniejszy syn kraju, szlachetny i prawy broń złożyć musiał!
— O po cóż mi tego było doczekać! zawołał chorąży z rozpaczliwym żalem — po cóż raczej kości moje gdzie tam na tatarskim nie bieleją szlaku!... Czyliż wszystko było daremnem? Krew i ofiary! Wszelkie wysilenia Sołtyka, by nie dopuścić sejmu, i patryotów innych obrócone w niwecz! — drewniana noga