Strona:Z teki Chochlika (Piosnki i żarty).djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A gdzie klęska, tam i szczęście blisko i —
Toż więc szczęście zawiodło w te strony
Vasa, igumena z Świętej Góry,
Oraz diaka jego Jezajasza.

 
Gdy mnich zoczył leżącego Marka
Wnet na diaka swego ręką skinie:
— „Cyt, cyt synku! cyt, by go nie zbudzić,
Bo złym bywa Marko ze snu zbudzon,
I zginęlibyśmy obaj marnie!
Jednak sen Markowy gdy mnich badał,
W oko wpadł mu list na gałąź wtknięty,
Więc wzruszony czytał mnich pisanie,
Co mówiło, że nie żyje Marko.
Szybko z konia potem mnich zeskoczył,
Bada czy też w Marku nie tli życie,
Lecz już dawno był umarły Marko.
Wtedy gorżko płakać jął Igumen,
Bo mu było Marka żal serdecznie.
Potem z troków zdjął trzy złota wory
Sobie skarby te mocno przytroczył,
I jął myśleć, gdzie pochować Marka.
Myśli — myśli, wreszcie powziął zamiar:
Na koń wsadza zwłoki Marka zimne,
Zawiózł je do morza, do okrętów,
I okrętem wraz z zwłokami Marka
Jedzie aż do świętej góry Athos,
Aż do cerkwi jedzie Vilindare.
Poniósł zwłok do cerkwi Vilindare,