Strona:Z teki Chochlika (Piosnki i żarty).djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ta prudhonowska szara hołota
Nie zna bojaźni Boga, ni kota,
Ni chrztu świętego, i (that is pretty!)
Wspólnem są u nich dobrem — kobiety! —

Demagogiczna ta zgraja wściekła
Nie da odstraszyć się widmem piekła;
Nie mając żeru, ani pieniędzy.
Chce świat de novis dzielić co prędzej.
 
Czerwonych szczurów zgraja — o biada! —
Do Haliczyny głodna już wpada;
O słuch mój wieszczy bije ich wrzawa,
A liczba głodnej ćmy tej: Czerniawa!
 
O, biada! ginąć nam na ostatek!
Już dobiegają Lwowa rogatek!
Książe Marszałek, posłowie bladzi,
Kiwają głową — a nikt nie radzi. —

Szlachta, mieszczanie stają pod bronią;
We wszystkie dzwony duchowni dzwonią,
Legiści wznoszą płaczliwy lament
Że propinacja — to państw fundament!

Ach, duszki moje! Już nie pomoże
Wam bim-bam dzwonów, ni „Święty Boże“,
Ani gwintówki, ni odtylcówki,
Ni Borkowskiego dowcipne mówki,