Strona:Z teki Chochlika (Piosnki i żarty).djvu/116

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jamami oczu patrzę na świat;
Mowy mej nikt nie rozumie,
I nie rozumiem nikogo już,
Więc niemy błąkam się w tłumie

I gwarnem życiem wre wkoło tłum,
Lecz obcem jest mi to życie,
I niema czaru, któryby mógł
Grobowe przerwać mi śnicie.

Mówcie, czyż wskrześnie Oziris wstał?
Żałobyż czasy skończone?
I czemu z świętych Izydy lic
Płocho zdzieracie zasłonę?

Co znaczy zgiełk wasz? co znaczy śpiew?
Co wesołego gwar śmiechu?
I czemu zdobyć — powiedzcie mi! —
Nie mogę piersiom oddechu?

Szalony miota łonem mem gniew,
I wściekły błąkam się w tłumie,
I chciałbym krzyczeć i chciałbym kląć!
Darmo! czyż kto mnie zrozumie?