Strona:Z teki Chochlika (Piosnki i żarty).djvu/035

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



WIECZOREM.


W pośród ciszy wieczora w drzew cieniu,
Okiem wodząc po gwiezdnym błękicie,
Rozmarzeni siedzieli w milczeniu,
W własnych tylko wsłuchani serc bicie. —
On rzekł do niej z zachwytu łzą w oku:
— „Jak rozkoszną aniele mój złoty,
Jest ta chwila tak pełna uroku!
Myśl ma orle rozpina swe loty,
I swobodna jak ptaszek ulata
Ponad bole i ponad łzy świata,
Między gwiazdy, co ciche tam stoją,
I spotyka w eterach myśl Twoją!“ —
 
— „O tak luby!“ — odrzekła płonąca,
Okiem tonąc wśród nieba obszarów —
„Ta noc w blasku gwiazd złotych tysiąca
Pełną dziwnych i dla mnie jest czarów!
Myśl ma także skrzydełek dostaje,
A gdy mlecznych gwiazd puszczę ją śladem,
Rozmarzona, — przed okiem mi staje
— Brylantowy Hrabiny dyadem!“ —