Strona:Z niwy śląskiej.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ks. Dr. L. OTTONOWI PRZY POŻEGNANIU.

Kiedy chwila rozstania odwiecznym wyrokiem
Pośród zmiennego czasu smutnem skrzydtem zleci;
To przedmiot pożegnalny owieje urokiem,
I barwami cudnemi olśni i oświeci,
I blaskami pochwały cały opromieni,
Że przed światłem w nim żadnych nie dostrzeżesz cieni.
Tu tego nie potrzeba. W swego światła tęczy
Błyszczy się twoje imię na tle własnem czynu,
A ręka żmudnej pracy twoje skronie wieńczy
Sama z siebie zieloną gałązką wawrzynu.
Więc gdy stoisz gotowy w drogę tak przed nami,
Milczą usta, a oczy napełnione łzami.
To, coś zdziałał, czemś nam był? nasze usta drżące
Nie wyrażą — ni ta tła, co płynie z powieki;
Bo do tej odpowiedzi mają ust tysiące
Prawo — którą posuną aże w czas daleki;
Bo duch Prawdy i Prawda nigdy nie ustaną —
A tyś ze słowem Bożem zasiał i twe miano!