Strona:Z niwy śląskiej.djvu/116

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


MOJŻESZ.

Exodus 2.

I nie może już dłużej zataić dzieciny,
Dzieciny tylu westchnień lez i modlitw tylu;
Robi sobie plecionkę małą z rzecznej trzciny
I w niej ją położyła między rogóż Nilu.

Łonem swojem zdradliwa objęta ją rzeka,
Ale nad nią niebieska czuwała opieka,
I modlitwy matczyne, co szły do Jehowy,
Nie dopuściły, aby spadł włosek mu z głowy.
Sprawiedliwa, najmędrsza Odwiecznego rada
Tej maleńkiej dziecinie los świetny układa,
Tóż swojego anioła zsyła z nieba do niej,
Ażeby ją ratował z zgubnej wody toni.

Idzie córa królewska, z nią jej służebnice,
By w chłodnej fali rzeki używać kąpieli
Po skwarnym dnia upale. Zbliża się ku rzece
Taka jasna, świecąca, taka cala w bieli
Jak gdyby na tę ziemię zstąpił anioł Boży;
Kroczy w bród i — dziecinę znajduje w rogoży.