Strona:Wybór wierszy M. Pawlikowskiej Bluszcz 1924-1930.djvu/9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


MEDUZY

Bałwanek płynie jak tryton,
A z pyszczka kapie mu ślina.
Słońce na morze pogodnie spogląaa,
Ondulowany blondyn,
Niebieska woda gęsta jest od ondyn.
To meduzy w przemoczonych muślinach.
Morze się przeciąga, rozciąga,
Wkrótce sen południowy je zmoże...
Miedziane rybackie żagle
Ledwie się przez sen kiwną...
Fale pieszczą zabawkę dziwną:
Meduzę, kwitnące morze.
— Raz, gdy wracałam wybrzeżem
Patrząc uważnie dokoła,
Bo nic już nie było na świecie
Prócz tego, co można widzieć,
Meduza leżała na piasku
I czuła jak fala idzie,
Jak jej dosięgnąć nie może
I jak ją ku sobie woła.
Podniosłam z piasku tę bryłkę.
Smutną, fiołkową, kaleką,
Oby tak ze mną uczynił
Ten, który wszystko może.
I położyłam na fali —
I popłynęła daleko
Jak dzwon radości milczący,
Puszczony na pełne morze.
............
Na piasku spoczywa młodzieniec,
Który utonął przed chwilą
Patrzy tępo, jak w koncert morza
Zasłuchany, poważny muzyk.
Obcy i zimny dla ludzi,
Którzy mu życie przywrócić się silą —
A usta ma fioletowe,
Jak krzyż na ciele meduzy...